Przejdź do głównej treści

O szkołach oraz oświacie w gminie i osadzie Modliborzyce w latach 1918 -1928

Opublikowano:

O szkołach oraz oświacie w gminie i osadzie Modliborzyce w latach 1918 -1928

Wstęp

Kiedy jest poruszany temat szkolnictwa w II Rzeczypospolitej i kiedy już przywoływane są zwroty typu „dawna szkoła” albo wprost „szkoła przedwojenna”. Zwykle odnosimy je do systemu oświaty wprowadzonego po reformie jędrzejewiczowskiej (od nazwiska jej autora ministra Janusza Jędrzejewicza). Owszem, stworzono wówczas dobre szkolnictwo, dostosowane do potrzeb ówczesnego państwa polskiego. Niemniej oświata w dwudziestoleciu międzywojennym przechodziła kilka zasadniczych reform i gruntownych zmian, w zasadzie system edukacji w 1939 roku był zupełnie inny niż w początkach II Rzeczypospolitej. Warto też zauważyć, że publikacje na gruncie regionalnym odnoszą się najczęściej do szkolnictwa lat trzydziestych XX wieku; gdy sięgano po wspomnienia sędziwych już uczniów tych szkół lub do liczniejszych danych zawartych w archiwach. Jednakże wówczas sytuacja w polskiej oświacie była już względnie ustabilizowana, mimo że wciąż borykała się z problemami, przede wszystkim  finansowymi, bo też II Rzeczypospolita do końca swojego istnienia pozostawała krajem nie zamożnym. Dużo mniej poruszany jest temat szkół i oświaty w latach 1918- 1928, czyli siedmioletniej szkoły powszechnej. Chodzi o edukację pierwszej dekady istnienia II Rzeczypospolitej, w której polskie szkolnictwo tworzono i zaczynało ono działać, często z dużymi trudnościami.

W prezentowanej tu pracy narracja skupia się na przeszłości trzech obecnie działających szkół w gminie Modliborzyce. Szkół, które kontynuują dziś tradycje ośmiu dawnych placówek oświatowych działających na tym terenie jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku. Nie zapominajmy wszakże, że w świetle ówczesnego podziału administracyjnego Wierzchowiska wchodziły w skład gminy Brzozówka, zaś gminy Modliborzyce i Potok stanowiły „wspólny rejon szkolny powiatu janowskiego”. Zresztą sam powiat janowski zamykał się w innych, dużo rozleglejszych granicach niż obecnie. Bohaterami publikacji są szkoły, uczniowie i nauczyciele; ich problemy (które po stu latach mogą wydawać się dziwne), sukcesy jakie odnosili, codzienność w jakiej funkcjonowali.

Rzecz jasna w publikacji przedstawiono tylko kilka wybranych tematów, zdarzeń z pracy instytucji oświatowych na terenie obecnej gminy Modliborzyce. Bardziej szczegółowe opisanie przeszłości szkolnictwa z lat 1918 -1928, poświęcenie takiej monografii choćby jednej wybranej szkole wymagałoby stworzenia obszernej pracy, opartej na liczbach i porównaniach. Zapewne byłby to tekst ciekawy, ale też dla wielu czytelników mocno nużący.

Do napisania niniejszej pracy, oprócz literatury i zarchiwizowanych danych dotyczących szkolnictwa, fragmentów szkolnych kronik, posłużyły niepublikowane dotąd  dokumenty Inspektoratu Szkolnego w Janowie Lubelskim, będące w posiadaniu osób prywatnych. Uratowane z wojennej pożogi, przez cały wiek pieczołowicie przechowywane, setki stron szkolnych raportów, stenogramów ze spotkań, rad pedagogicznych, hospitowanych zajęć, wcale nie są lekturą nudną i oderwaną od rzeczywistości. Jest to okno, przez które czytelnicy mogą spojrzeć na wyzwania oraz problemy oświaty sprzed stu lat. Czasy z pewnością  odległe czy nawet zamierzchłe, chociaż w wielu przypadkach zadania z jakimi borykały się ówczesne szkoły czy też cały system oświatowy, jako żywo przypominają teraźniejszość.

 

 

Trudne początki szkolnictwa powszechnego

Według danych zebranych przez Wydział Statystyczny Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w dniu 1 grudnia 1917 roku w gminie Modliborzyce działała jedna powszechna szkoła publiczna umiejscowiona w samych Modliborzycach[1]. Dodajmy, że działały tez też szkoły w Dąbiu, w Lutem, w Wierzchowiskach, które powstały z inicjatywy lokalnych społeczności danej wsi, nauczyciela, dziedzica. Wiosną 1918 roku na zebraniu gminnym w Modliborzycach zapadła uchwała o otwarciu szkoły w każdej wsi. Ustanowioną w 1916 roku Rade Szkolną, przekształcono w Dozór Szkolny. Mimo trudności, bo „ciężko było wynająć izbę na klasę. W innych wsiach dochodziło do zajmowania lokali siłą, w przypadku gdy właściciel pobrał zapłatę a następnie, przed rozpoczęciem roku szkolnego, rozmyślił się. Brakowało ławek i wszelkiego wyposażenia szkolnego”. Wyposażenie klas lokalne społeczności organizowały we własnym zakresie, dopiero od 1922 roku weszła w życie ustawa, na mocy której „państwo przejęło na siebie finansowanie wyposażenia izb lekcyjnych i pomocy naukowych” co nie oznaczało, że zaspokojono wszystkie potrzeby szkół powszechnych. W roku szkolnym 1918-19 zaczęły prace szkoły w Modliborzycach, Dąbiu, Lutem, Majdanie, Stojeszynie, Wolicy, Zarajcu, Wierzchowiskach (wówczas gmina Brzozówka) natomiast w Kalennem szkoła zaczęła pracę wiosną 1919 roku[2].

Pierwszym Inspektorem Szkolnym w powiecie janowskim został Leon Jasiński a od stycznia 1920 roku zastąpił go Stanisław Jankowski[3]. Inspektorzy nie mieli przed sobą łatwego zadania; oprócz kwestii dydaktycznych Inspektorat pośredniczył w sprawach tak prozaicznych jak… zapewnienie opału do ogrzewania sal lekcyjnych w roku szkolnym 1918/1919 i 1919/1920. Samorząd gminy Modliborzyce tłumaczył się „brakiem funduszy na zakup i dowóz drzewa opałowego”, podobnie w samorządy gminach: Brzozówka, Dzierzkowice, Wilkołaz[4]. Proponowano by „deputat grzewczy przyznany dla lokum nauczyciela połączyć ze środkami przeznaczonymi na utrzymanie izby szkolnej”, co w wielu przypadkach było zasadne ponieważ budynek szkoły nie rzadko bywał też lokum mieszkalnym nauczyciela. Faktem jest, że kasy samorządowe były puste a zimy mroźne, dlatego problem stale wracał. W osadzie Modliborzyce, (właściwie każdego roku) w latach 1919-29 w styczniu lub w lutym zarządzano dni wolne od zajęć „z powodu mrozów”, w kilku przypadkach (Modliborzyce, Wierzchowiska, Lute, Majdan, Dąbie) pracę szkół uratowali sami uczniowie przynosząc do klasy „każdego dnia po kilka kawałków drewna opałowego”. To nie jedyny ratunek jaki początkujące szkolnictwo powszechne w gminie Modliborzyce otrzymało od uczniów: „zamiatanie klasy, mycie podłogi, palenie w piecu odbywało się przez samych uczniów wyznaczanych co dzień do obejmowania dyżurów”, funkcja dyżurnego klasowego miała więc w tym czasie kluczowe znaczenie dla pracy placówek oświatowych. Dodajmy jeszcze, że w skali powiatu istniały szkoły, w których uczniowie sami przynosili „zorganizowaną kredę i deski rolę tablic pełniące”. O ile utrzymanie porządku w klasach przejęli uczniowie i wywiązywali się z tej funkcji dobrze, bo nie ma wzmianek by do 1928 roku samorządy gmin Modliborzyce i Brzozówka zatrudniły „osoby do utrzymywania ładu i ciepła w izbach szkolnych” to problem ogrzewania wracał każdej zimy. Najbardziej dawał się we znaki kierownikowi szkoły w Wierzchowiskach zimą 1922 na 1923; Wacławowi Koszałce, który „nie chcąc by zajęcia się nie odbywały (…) sam zakupił drewno na opalenie izb lekcyjnych”. Sprawa miała dalszy ciąg bo „mimo interwencji Inspektora Szkolnego wójt gminy Brzozówka, źle usposobiony do szkoły i jej kierownika odmówił (Wacławowi Koszałce) zwrotu poniesionych kosztów”[5]. Problem braku opału dla klas lekcyjnych powrócił jeszcze w czasie wyjątkowo mroźnej zimy 1928 i 1929 roku. Prace szkół zawieszono wówczas w sumie na 24 dni, a ponadto od tego czasu samorząd gmin Modliborzyce, Potok, Brzozówka całkowicie przejął odpowiedzialność za dostarczanie opału „do klas szkolnych (…) ażeby lekcje odbywały się w sposób jak mniej zakłócony”.

Placówki oświatowe zawieszały zajęcia nie tylko z powodu niskich temperatur. Każdej wiosny powracał problem wysokiej absencji lub „krótkiego zawieszania zajęć z powodu wiosennych roztopów”. Z kolei wiosenne roztopy które mocno utrudniały pracę w szkołach, ze szczególnym uwzględnieniem placówek: w Stojeszynie, Wolicy, Wierzchowiskach. Utrudnienia pracy szkoły rodziły kolejne problemy: „Częste przerwy w nauce powodowały narzekanie ludności na nauczycielstwo, twierdząc, że nie uczy nie wnikając jednak w przyczyny przerwy nauki”.

Brak opału w czasie zimy i wiosenne roztopy nie były jedynym powodem utrudnień funkcjonowania szkół. Dużo większym problemem była stała absencja uczniów, właściwie we wszystkich szkołach wiejskich, z powodu prac w gospodarstwach ich rodziców. „Okres wiosenny i jesienny ma bardzo słabą frekwencję. Uczniowie nastoletni klas starszych pracują w gospodarstwach rolnych rodziców. Młodsze dzieci są używane do wypasania bydła”[6]. Z perspektywy dzisiejszej oświaty problem niemal nie zrozumiały. Natomiast trzeba przyznać, że wysoka absencja uczniów z tego powodu istniała we wszystkich szkołach wiejskich; długo przed powstaniem i długo po upadku II Rzeczypospolitej, rzec można była stałym tematem szkolnictwa wiejskiego. Na pytanie dlaczego gospodarze lekceważą edukacje swoich dzieci padały odpowiedzi zaskakujące w swojej logice: „Ziemia i praca jest i będzie (…) znajomości cyfr i liter do nieba się nie zaniesie (…) ludzie wykształceni wcale nie ani szczęśliwsi ani lepsi”[7]. Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że dla ówczesnej ludności wiejskiej utrzymującej się z pracy na roli, brak rąk do pracy oznaczał zaniedbywanie gospodarstwa. To z kolei wiązało się z niszczeniem podstaw egzystencji dla rolniczych rodzin. Wydaje się, że dobrze rozumieli to nauczyciele i kierownicy szkół; poniekąd usprawiedliwiając taki stan rzeczy w swoich placówkach. „Nikłe zrozumienie miejscowej ludności o potrzebie kształcenia dzieci (…) odwieczny brak szkół i edukacji powoduje, że  ludność wiejska wciąż nie ma świadomości jak wielkie szkody wyrządza młodemu pokoleniu (…) swoich dzieci, nie posyłając ich na lekcje”[8]. Trudno odmówić racji temu stwierdzeniu; potrzeba było czasu, zrozumienia wartości oświaty, podniesienia stopy życiowej, większej zamożności społeczeństwa, by problem przestał być aktualny.

Oprócz wskazanych powyżej problemów występowały też inne, pomniejsze, które z perspektywy czasu mogą być jeszcze bardziej nie zrozumiałe. Dyrektor szkoły w Stojeszynie Stefan Chrzanowski referował Inspektorowi Szkolnemu następujące problemy: „Szkoła liczy 2 klasy, sił nauczycielskich 2. Dużo dzieci nie uczęszcza z tego powodu, że rodzice z jednej części wioski nie chcą posyłać swych dzieci na drugą i odwrotnie. Nauka odbywa się na jedną zmianę, frekwencja marna”[9]. Inspektor zalecał dyrektorowi Chrzanowskiemu zwołać zebranie rodziców uczniów i sprawę omówić. Prawdopodobnie działania okazały się skuteczne bo problem nie był więcej zgłaszany, ale frekwencja wciąż pozostawiała wiele do życzenia. Na tym nie kończyły się perypetie nowo powstałej szkoły w Stojeszynie, bynajmniej.  Na kolejnych konferencjach oświatowych „Kierownik (Chrzanowski) stale uskarża się na zupełny brak pomocy naukowych i sprzętów klasowych”. Zresztą dyrektor szkoły w Stojeszynie nie był odosobniony; problemy z brakiem „sprzętów klasowych” zgłaszali właściwie wszyscy kierownicy placówek oświatowych. Nawet jeśli zorganizowano klasy lekcyjne i były „siły nauczycielskie” to jednak brakowało wszystkiego. Lubelszczyzna, powiat janowski, gmina Modliborzyce nie była odosobniona. W okolicach Żyrardowa było podobnie: „sprzętu szkolnego brakowało. Klasy puste nie ma map, nie ma koszy, nie ma termometrów itd. Dzieci nie miały się z czego uczyć. Uczniowie nie mieli odpowiednich ubrań, a te w których chodzili, przedstawiały obraz nędzy i rozpaczy”[10].

Poprawę w kwestii wyposażenia klas przyniósł dopiero rok 1928 i 1929, chociaż do zaspokojenia wszystkich potrzeb oświatowych wciąż było jeszcze daleko. Wydaje się, że problemów w tworzonym szkolnictwie powszechnym zarówno wskazanych powyżej, jak i mnóstwa innych nie można było uniknąć, ani na gruncie lokalnym, ani też ogólnopolskim. Jak wspomniano; po latach zaborów, walki z polskością, społeczeństwo potrzebowało czasu na zrozumienie znaczenia oświaty, docenienia jej efektów, akceptowania ponoszonych kosztów finansowych na potrzeby szkolnictwa.

Kadra oświatowa 1918-1928

Wraz z powstawaniem państwowości polskiej powstało tysiące szkół powszechnych, w których potrzebowano nauczycieli. Braki kadrowe, szczególnie na ziemiach dawnego zaboru rosyjskiego były ogromne. Uprawnienia pozwalające na pracę w szkole można było uzyskać po ukończeniu seminarium nauczycielskiego. Co ważne; prawo przewidywało możliwość dokształcania, „podniesienia i ponowienia kwalifikacji” dla pedagogów, którzy nauczali przed 1918 rokiem. Skorzystali z niego Jan Pietras z Dąbia i Konstanty Kloc z Potoka. Istniały też szkoły podstawowe (tkz. preparandy nauczycielskie) dla młodzieży 12-15 letniej, które miały przygotowywać uczniów do przyszłego kształcenia pod kątem pedagogicznym. W skali kraju zdarzało się, że wyjątkowo i czasowo przyjmowano do pracy pedagogicznej absolwentów owych preparand. Do seminariów nauczycielskich przyjmowano osoby, które ukończyły 14 rok życia, czas nauki określano na pięć lat, z zastrzeżeniem jednak, że wielu adeptom seminariów zaliczano lata nauki w szkołach średnich, wówczas pozostawały dwa lata kształcenia w seminarium, poświęcone praktykom zawodowym i zdawaniu egzaminów pedagogicznych. Nauka kończyła się tkz. maturą seminaryjną, która dawała możliwości zdawania na studia wyższe [11]. Absolwenci seminariów, mężczyźni, mieli prawo wstępu do szkół podchorążych. Wówczas służba wojskowa była dla nich krótsza o rok i mogła być przepustką do korpusu oficerów rezerwy. Dopiero absolwenci seminarium mogli przystąpić do badań lekarskich, które to miały orzec czy badany nadaje się do pracy w zawodzie nauczyciela. Zasadne było zbadanie czy przyszły pedagog nie cierpi na wady serca, gruźlicę[12], ale lekarze orzekali też czy kandydat: „nie ma rażącego wyglądu zewnętrznego (…) zeszpecenia twarzy, toki, grymasy. Nie ma zaburzeń mowy. Przykrej woni z ust i nosa”[13]. Jeśli lekarz wydał opinię pozytywną to tak przebadany pedagog mógł ubiegać się o pracę w szkole. Wynagrodzenie pedagogów siedmioklasowych szkół powszechnych nie było wysokie, o czym więcej poniżej, natomiast dawało stałe wynagrodzenie, świadczenia socjalne. Co istotne; ukończenie seminarium nauczycielskiego nie wymagało przesadnie dużych środków finansowych a w sytuacji gdy w kraju powstawało wiele szkół, dawało też duże szanse na znalezienie zatrudnienia. W 1919 roku w osadzie Modliborzyce zawód nauczyciela wybrali: Ignacy Zieliński pracował w Woli Przybysławskiej, Stefan Chrzanowski nauczyciel i dyrektor szkoły w Stojeszynie, Franciszek Wolski pracował w szkole w Chomęciskach Dużych.

Pierwszy zachowany i dostępny autorowi pełny spis nauczycieli rejonu szkolnego, który tworzyły szkoły gmin Modliborzyce i Potok, pochodzi z września 1924 roku. Te same osoby (oprócz powołanych do wojska Ryńskiego i Madeja oraz dwóch „losowo nieobecnych” pań: „Cetnarowiczównej i Jurekównej”)  we wrześniu 1925 roku uczestniczyły w uroczystej konferencji w Modliborzycach, która to konferencja inaugurowała pracę Inspektora Szkolnego: Stanisława Kożana. W gminie Modliborzyce podpisy złożyli zatrudnieni pedagodzy: E. Drzewiecki, A. Waszczukowa, ks. Lenart (wikariusz uczący katechezy), J. Szczerbruska, M. Stokowska, J. Pietras, St. Chrzanowski, J. Gregorczyk, E. Gazda, M. Pawliszowa, H. Szalówna, B.Cichy, R. Ryński, K. Madej, L. Cetnarowiczówna. W gminie Potok w roku szkolnym 1924 i 1925 pracowali w szkołach: Konstanty Kloc, M. Królewiecka, H. Piotrowska, H. Moszczyński, R. Sikora, A. Krystoszkówna, S. Iwaszkowa, T. Tepper, J. Wraga, E. Wragowa, M. Pękala, M. Adrasiewicz, A. Sikorówna, M. Grodzicka, M. Zawiszowska, M. Kida, J. Jurekówna[14]. Na temat wymienionych powyżej pedagogów jak też ogólnie kadry oświatowej powiatu janowskiego można stwierdzić kilka faktów: w większości byli to ludzie przed 30 rokiem życia, w ciągu kilku kolejnych lat wielu zmieni miejsce zatrudnienia, więcej niż połowa zatrudnionych nauczycieli pochodziła z terenów „dawnej Galicji”.

Dokładne wymienienie nazwisk i personaliów wszystkich pedagogów, którzy od 1917 roku pracowali w szkołach powszechnych w samej tylko gminie Modliborzyc jest trudne do ustalenia; w wielu przypadkach brakuje dokumentacji, danych o zatrudnieniu, potwierdzenia wykonywanej pracy oświatowej. Często informacje o pracy oświatowej są poświadczane raczej przekazami i wspomnieniami niż dokumentami. Chociażby; o rozpoczęciu nauczania w Dąbiu w 1915 roku jest jedynie przekaz Jana Pietrasa, który twierdził, że mieszkańcy wsi poprosili go by prowadził nauczanie dzieci w swojej rodzinnej miejscowości[15]. W Stojeszynie w 1917-18 roku z inicjatywy dziedziczki: Róży z Łempickich Gerlicz naukę czytania i pisania prowadziły siostry Krochmalskie- córki ekonoma tegoż majątku[16]. Ich praca oświatowa prawdopodobnie nie została „urzędowo odnotowana” i gdyby nie wspomnienia konkretnych osób dziś nie byłaby znana. Wiadomo, że pierwszym zatrudnionym pedagogiem pracującym w Stojeszynie w „dwuklasowej szkole powszechnej” był Józef Pietras „nauczyciel zamieszkujący na stałe w Potoku od października 1919 roku będzie prowadził dwie klasy szkoły powszechnej we wsi Stojeszyn gmina Modliborzyce”[17]. Praca tego pedagoga zakończyła się w lutym 1920 roku „z powodu choroby”[18]. Wiosną 1920 zatrudniono pochodzącą z Mielca panią Krystynę Cieszkowską, a w Stojeszynie II pracowała pani Grodzicka[19]. Od września 1923 roku w Stojeszynie pracę w Stojeszynie I rozpoczął Stefan Chrzanowski a w następnym roku Jan Gregorczyk[20]. Co ciekawe: w przypadku szkoły (czy też szkół bo lekcje od 1919 roku odbywały się „w dwóch wynajętych izbach lekcyjnych wynajętych u gospodarzy ze Stojeszyna I i II”) w Stojeszynie od 1924 roku (czyli od czasu wprowadzenia silniejszej waluty i realnego wzrostu zarobków w oświacie) rotacja nauczycieli jest znacznie mniejsza niż w innych szkołach. Pracę w tej placówce po 1928 podjęła jeszcze pani Józefa Chrzanowska a Gregorczyka zastąpił Józef Woźniak. To naprawdę to nie wielkie zmiany kadrowe w porównaniu chociażby ze szkołą w pobliskich Wierzchowiskach, Modliborzycach czy nawet w zestawieniu do szkół w gminie Potok.

Trudniej jest ustalić personalia wszystkich nauczycieli pracujących w Modliborzycach od 1917 roku, a to z racji braku, czy też nie zachowania pełnych sprawozdań z lat 1917-1922. Według danych Wydziału Statystycznego Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w 1917 na stanowisku nauczyciela i kierownika szkoły w Modliborzycach pracował 1 pedagog- mężczyzna; być może chodziło o Edwarda Drzewieckiego, dyrektora szkoły powszechnej w Modliborzycach, który tę funkcję sprawował do początku lat trzydziestych. Pan Drzewiecki kilka razy wypowiadał się, że jest „najdłużej tu (w Modliborzycach) aktywnym nauczycielem”[21]. Wiosną 1918 roku w szkole zatrudniono też Marię Zwaryczównę, w następnym roku pracę rozpoczęła Adela Waszczuk. W 1923 roku „siły nauczycielskie” szkoły w Modliborzycach stanowiło już czterech pedagogów: Edward Drzewiecki, Adela Waszczuk, Joanna Szczerbruska i Maria Stokowska. Taki skład rady pedagogicznej wykazywany jest do jesieni 1925 roku[22], przy czym dyrektor postulował o zatrudnienie kolejnych dwóch nauczycieli gdyż „wobec liczby uczniów stale jest odczuwany brak dwóch sił nauczycielskich”. W 1926 w składzie modliborskiej kadry pedagogicznej zaszły zmiany: Edward Drzewiecki wciąż przewodniczył pedagogom, zatrudniona była pani Adela Waszczuk, natomiast pracę w osadzie rozpoczęli Adela i Stanisław Torlowie (pochodzący z dawnej Galicji (…) pan Torla były oficer w armii Austro- Węgier), oraz Janina Chmurowa. W 1927 pracę w Modliborzycach podjęła młoda Stefania Wójtowiczówna. Natomiast do innych szkół przeniesione zostały panie: Szczerbruska i Stokowska. W 1928 roku kadrę w Modliborzycach zasilił Hieronim Maciurzyński (były legionista) wcześniej wykazywany jako nauczyciel szkoły w Majdanie Modliborskim[23]. Po 1928-29 w szkole w osadzie zatrudnieni zostali państwo Feliks i Maria Luszawscy, Walenty Siemieniec. Zwiększająca się liczba kadry nauczycielskiej w szkołach w gminie i osadzie Modliborzyce wynikała z kilku przyczyn. Każdego roku otwierano kolejne oddziały siedmioklasowej szkoły powszechnej (istnienie pełnej siedmioklasowej szkoły przewidziano jedynie w samej osadzie), przybywało więc klas i godzin lekcyjnych (klasy V-VII pracowały w wymiarze 30 godzin tygodniowo), istniała potrzeba zatrudnienia więcej liczby „sił nauczycielskich”. Były też inne powody zwiększania liczby etatów w szkołach: zwiększała się liczba młodzieży. W rocznikach po 1920 roku dzieci było zdecydowanie więcej, tworzone są równoległe oddziały klasowe „a i b”. Tu należy zastrzec, że Inspektorat Szkolny w Janowie Lubelskim trzymał się zasady „by liczba uczniów w jednej klasie, pobierających lekcje przy jednym nauczycielu, nie przekraczała 50 osób”. Przy powiększaniu kadry w danej placówce uwzględniano też frekwencję „sezonową”, oraz jak wielu zapisanych uczęszcza do szkoły.

Szkoła powszechna w Wierzchowiskach; wsi wówczas wchodzącej w skład gminy Brzozówka, a do 1922 roku w parafii Modliborzyce[24]; była jedną z większych (ze względu na liczbę uczniów) a z czasem jej kadra stała się jedną z liczniejszych w okolicy. W szkole w Wierzchowiskach do początku września 1918 roku zatrudnione były dwie nauczycielki: Zofia Kirzwatter i Helena Kirzwatter. Trudno o tych paniach powiedzieć więcej oprócz tego, że pochodziły z Galicji i były zatrudnione w szkole. Po ich rezygnacji pracę w Wierzchowiskach I rozpoczął Franciszek Kolbe, w Wierzchowiskach II Anna Boguszewska. Tych pedagogów z dniem 1 września 1919 roku zastąpili kolejni „w Wierzchowiskach I posadę nauczyciela objął pan Wacław Koszałka otrzymując tam pełne uposażenie i zakwaterowanie” natomiast w Wierzchowiskach II „pracę podjęła 21 letnia Kazimiera Bernatówna”. Po przepracowaniu roku pani Kazimiera została przeniesiona na posadę w Janowie, zaś pan Koszałka w lipcu 1920 został powołany do wojska. Zatrudnienie kolejnych nauczycieli było koniecznością. Tym razem w Wierzchowiskach II zaczęła pracę Janina Langelfeldówna a w zastępstwie pana Koszałki Elżbieta Widwakówna. W listopadzie 1920 roku do Wierzchowisk powrócił Wacław Koszałka; pani Janina i Elżbieta przeszły do innych placówek a na ich miejsce przyjęto Stefanię Leszczyńską, która z braku posiadania sali lekcyjnej „nie od razu zaczęła pracę” . Brakowało zarówno domu gdzie tę salę można wynająć, jak też, w gminie Brzozówka brakowało funduszy by opłacić wynajęte lokum. Dopiero w lutym 1922 roku znaleziono  drugą salę lekcyjną a „drugą siłą nauczycielską” okazał się Władysław Pecko, który pracował do września 1922 roku, gdy zastąpił go Hipolit Siatka. Przełomowym dla szkoły i kadry okazał się rok szkolny 1923 na 1924 ponieważ Rada Szkolna Powiatowa zgodziła się na przekształcenie dwuklasowej szkoły w Wierzchowiskach w szkołę czteroklasową[25]. Od tej pory kadrę stanowiło już czterech pedagogów, oprócz panów: Koszałki i Siatki, prace zaczęły: Bronisława Kaszowska i Aniela Piękosiówna. W początku roku szkolnego 1924-25 przeniesieni „na własną prośbę” zostali nauczyciele: Hipolit Siatka i Aniela Piękosiówna. W ich miejsce „Inspektor Jagoszewski zamianował” Anielę Koszałkę i Paulinę Fuglewiczównę. W kolejnym roku szkolnym 1925-26 pani Fuglewiczówna „przeniesiona została na własną prośbę  a na jej miejsce Inspektor zamianował Marię Pawliszównę”. Ponieważ we wrześniu 1925 roku  szkoła w Wierzchowiskach zyskała już miano pięcioklasowej „o 5 siłach nauczycielskich”, zatrudniono więc kolejną „siłę nauczycielską” w osobie Zofii Błaszczykowej: nauczyciela kontraktowego. Po roku pracy o przeniesienie poprosiły panie: Maria Pawliszówna i Zofia Błaszczykowa, w ich miejsce pracę rozpoczęły Maria Reikertówna i Mieczysław Koszałka. Po dwóch latach pracy o przeniesienie poprosili Mieczysław Koszałka i Maria Reikertówna. Na ich miejsce zostali zatrudnieni Edmund Gazda (pracujący dotąd w gminie Modliborzyce) i Olga Kiszakewyczówna.

Skład kadry pedagogicznej zmieniał się dość często (w przypadku szkoły w Wierzchowiskach wyjątkowo często) ale było to wówczas typowe dla wszystkich szkół powszechnych w całej Polsce, a wynikało to z kilku powodów. „Nauczyciele szkół wiejskich zmieniali pracę często. Zazwyczaj byli to ludzie młodzi, którzy zakładali rodziny, zmieniali miejsca zamieszkania, poszukiwali lepszych warunków pracy i zarobkowania”[26]. Nie bez znaczenia była zamożność gmin, w których zatrudniani byli pracownicy oświatowi, gotowość samorządu do łożenia kosztów na potrzeby oświatowe bywała kluczowa. To z kolei wiązało się z odpowiednim wyposażeniem sal lekcyjnych, oferowaniem nauczycielom lepszych warunków zakwaterowania i zarobkowania. Zauważmy, że najczęściej „o przeniesienie do innej szkoły” występowali nauczyciele kontraktowi: młodzi, rozpoczynający pracę, szukający miejsca do odbycia stażu pracy, zmieniający swój stan cywilny. W miarę możliwości przenosili się do pracy bliżej miejsca pochodzenia, placówki oferującej atrakcyjniejsze warunki wykonywania zawodu. Po 1924 roku sytuacja w oświacie zaczyna się stabilizować. Pedagodzy mogli liczyć na lepsze wynagrodzenie, wypłacane w stabilnej walucie. Stabilizuje się też sytuacja prawna placówek oświatowych; ustalono jakie szkoły będą realizować naukę jako siedmioklasowe, które szkoły zostaną zamknięte[27] i ilu nauczycieli będzie prowadzić zajęcia w konkretnych placówkach. Do pełnego uporządkowania sytuacji w szkolnictwie było jeszcze daleko. Niemniej już na początku lat trzydziestych we wszystkich szkołach,  w całym powiecie janowskim, widoczna jest znacznie mniejsza rotacja w kadrach pedagogicznych[28].

 

 

Uczniowie i zajęcia w szkołach

Wytyczne dla szkół opublikowane przed 1914 rokiem stanowiły by „normy dziatwy na klasę nie były insze jak 50-60 osób w izbie lekcyjnej zebrane”[29]. Po 1918 roku w skali powiatu janowskiego wskaźnik ten bywał obniżany; szczególnie w początkach lat dwudziestych gdy liczba młodzieży była niska, ale wraz ze wzrostem liczby młodzieży w szkołach i brakach „sił nauczycielskich” bywało, że wskaźnik podnoszono do 70 uczniów „pobierających naukę przy jednym nauczycielu”. W omawianych tu placówkach oświatowych (Stojeszyn, Modliborzyce, Wierzchowiska, a także w mniejszych szkołach Wolica, Dąbie) stosowano zasadę: „na 50 uczniów przypada jedna siła nauczycielska”. Oczywiście bywało z tym też różnie; gdy nauczyciel był na dłuższym zwolnieniu (z powodu choroby, ćwiczeń wojskowych) Inspektor nie zawsze był w stanie zatrudnić „kolejną siłę nauczycielską w zastępstwie”, wówczas pracowano na dwie zmiany. Gdy dzieci w danej klasie (roczniku) było mniej; klasy łączono. Rozkład godzin dla pełnej siedmioklasowej szkoły powszechnej zakładał: w klasie I-21 godzin tygodniowo, II-24, III i IV-28, klasy V-VII-30 godzin. Nie zawsze jednak trzymano się ściśle tych zaleceń; przydział godzin zrealizowanych tygodniowo zależał od wielu zmiennych, a przeważnie zależny był od zasobności samorządu. Zachował się raport z przydziału i rozkładu siatki godzin, który sporządził kierownik Drzewiecki 18 września 1928 roku. „Plan zajęć ułożony został w ten sposób: dla oddziałów I a-b wyznaczyłem 36 godzin, II a-b 40 godzin, III ( szkoła posiadała tylko po jednej klasie od III do VII) 26 godzin, IV klasa 27 godzin, V klasa 27 godzin”. Co do klas IV i VII dyrektor napisał „nie łączę przedmiotów j, polski, rachunki, historia, geografia, przyroda, śpiew, gimnastyka. Każdy oddział łącznej nauki 12 godzin i 18 godzin uczy się osobno. W klasach VI i VII realizowano w ten sposób 44 godziny tygodniowo. Razem 202 godzin”. Pozostało jeszcze opisać przydział czynności; Drzewiecki zrobił to nader klarownie „Zajęcia nauczycielstwa rozłożono następująco: 5 sił nauczycielskich (Torla, Waszczukowa, Chmurowa, Wójtowiczówna, Maciurzyński) po 30 godzin. Razem; 150 godzin. Kierownik szkoły 16 godzin (Edward Drzewiecki), prefekt (ksiądz wikariusz uczący religii) 12 godzin, Adela Torla 24 godziny, z tym że zobowiązuje się ją prowadzić szczegółowe sprawozdania, przygotowywać plany pracy do omawiania na konferencji rejonowej, prowadzenia lekcji pokazowych[30]. Wnioski po lekturze sprawozdania: po dekadzie istnienia szkolnictwa powszechnego placówka oświatowa w osadzie zatrudniała siedmiu nauczycieli i katechetę. Była miejscem gdzie często odbywano konferencje oświatowe, w planach była dalsza rozbudowa infrastruktury, zwiększała się liczba klas i uczniów. Nie do końca jest prawdziwym pogląd jakoby „jeden nauczyciel nauczał wszystkich przedmiotów”. W klasach I –IV dopuszczano taką formę pracy, niemniej w wyższych klasach starano się by prowadzący zajęcia był specjalistą od nauczanego przedmiotu.

 Jednakże początki szkolnictwa powszechnego w osadzie były trudne i nie wiele mogło wskazywać na sukces jaki po dekadzie odniesie szkolnictwo w gminie Modliborzyce. Po 1915 roku „budynek szkolny w sąsiedztwie kościoła” odremontowano na tyle by mógł służyć jako miejsce do nauczania. Na przełomie 1917-18 roku w tej placówce  pracował jeden nauczyciel- mężczyzna, a uczęszczało do niej 141 uczniów, 73 chłopców i 68 dziewcząt. Wśród młodzieży szkolnej zdecydowanie przeważali katolicy -122; wobec 19 nastolatków wyznania judaistycznego. Na 1000 mieszkańców całej gminy przypadało 20 uczniów. Statystycznie jest to najgorszy wynik w ówczesnym powiecie janowskim[31]. Szkoła działająca w osadzie w 1917 roku liczyła cztery oddziały. W końcu 1917 roku w pierwszym oddziale naukę pobierało 55 dzieci, w drugim oddziale 33, w trzecim 41, w czwartym 12 uczniów, natomiast nauka odbywała się na dwie zmiany. Dopiero wiosną 1918 roku zatrudniono drugiego nauczyciela- Marię Zwarycz. Po 1918 roku, gdy powstała polska państwowość, naukę w gminie Modliborzyce podjęło znacznie więcej młodzieży. Wprawdzie już 7 lutego 1919 roku wprowadzono obowiązek szkolny dla dzieci od 7 do 14 lat, ale nie oznaczało to by był on przestrzegany i egzekwowany. Można nawet rzec, że przez całe dwudziestolecie obowiązek szkolny w skali gminy, powiatu, kraju respektowali nie wszyscy. Przeciwnie był mocno nie przestrzegany. Między 1919 a 1920 do szkoły w osadzie zapisano 124 uczniów ale naukę pobierało niespełna stu (94), przy dwóch zatrudnionych nauczycielach. W tym samym roku szkolnym do placówki oświatowej w Wierzchowiskach „w listopadzie po ukończeniu prac polowych” również uczęszczało niespełna 100 uczniów (97). W Stojeszynie na zapisanych 93 pobierających naukę uczęszcza raczej niewielu (dyrektor Chrzanowski spisujący sprawozdanie za lata poprzedzające „dyskretnie” nie wspomniał o nie spełniających obowiązku szkolnego) bo w pismach do Inspektoratu Szkolnego w Janowie Stefan Chrzanowski stwierdził kilkakrotnie „frekwencja (…) szczególnie w czasie prac polowych (…) jest nie gorsza niż była (…) tak jak była marna”.

Gorzką prawdą jest fakt, że na początku lat dwudziestych społeczność w wielu przypadkach nie rozumiała celowości edukowania dzieci i młodzieży. Zapewne dużo racji miał Wacław Koszałka kilkakrotnie wskazując, że niezrozumienie potrzeby kształcenia dzieci, nie posyłanie ich do szkoły „jest z krzywdą dla młodzieży wiejskiej (…) cierpi na tym dobro naszego kraju”. Kierownik Drzewiecki miał tłumacząc absencję dużej części uczniów dodawał „ prace polowe młodzieży wiejskiej to nie jedyny powód (…) wiele rodzin żydowskich nie posyła dzieci do szkoły przez cały rok” [32]. Nie inaczej było zresztą w innych gminach powiatu janowskiego, zdecydowanie wyższe frekwencje odnotowywały szkoły miejskie w Kraśniku i Janowie.

Kolejne lata pracy szkół w powiecie janowskim zaczęły jednak przynosić  poprawę tego problemu. W roku 1923-24 do szkoły w Stojeszynie zapisano 120 uczniów ale uczęszczało 102, czyli 18 uczniów nie było na ani jednej godzinie lekcyjnej. W Modliborzycach zapisanych było 230 młodych ludzi a uczęszczało 190. W Wierzchowiskach na 124 zapisanych naukę pobierało 96 uczniów. W Dąbiu na 93 uczęszczało 87, w Wolicy na 108 uczęszczało 86[33]. Poprawa frekwencji była, ale… wciąż znaczny procent dzieci i młodzieży stale nie uczestniczył w lekcjach. Wiosną i jesienią dyrektorzy wciąż pisali o „marnej frekwencji”, zauważalne są też inne tendencje, które po kilku latach wpłynęły na większą obecność dzieci przebywających w szkołach. Odnośnie liczby młodzieży zapisanej do szkół ówczesnego powiatu janowskiego: gminy Modliborzyce, Potok, Brzozówka można zauważyć jak tragiczne piętno odcisnęły wydarzenia Wielkiej Wojny. Urzędowe dokumenty i wspomnienia świadków o wysokiej śmiertelności noworodków i małych dzieci w powiecie janowskim wcale nie były przesadzone. Głód i epidemie zbierały żniwo, dlatego roczniki lat 1913-1918 są bardzo nieliczne. W 1922-23 w klasach I- II-III naukę pobiera po kilka czy kilkanaście dzieci w wieku powyżej 7 lat. W latach 1922-1934 roczniki klas początkowych liczą już po kilkadziesiąt osób (nie rzadko więcej niż 50).  Na przykład: w Wierzchowiskach na początku lat dwudziestych liczba uczniów oscyluje około 100-120 zapisanych do szkoły, z roku na rok klasy są liczniejsze. Na początku lat trzydziestych liczba młodzieży szkolnej jest trzykrotnie wyższa. Tragedia  ludności cywilnej (w tym przypadku dzieci) w czasie wojny jest jeszcze bardziej widoczna gdy weźmie się pod uwagę, że w początkach działalności szkół powszechnych klasę I-II stanowili uczniowie od 7 do  12-14 roku życia. W szkołach powiatu janowskiego (gminy Brzozówka, Wilkołaz, Urzędów, Zakrzówek ) bywa, że z roczników 1915 i 1916 zapisanych jest mniej niż 10 osób, są też placówki gdzie młodzieży z niektórych „roczników wojennych” po prostu nie ma. Oczywiście mogło to równie dobrze oznaczać nie wypełnianie obowiązku szkolnego, na co stale narzekali kierownicy szkół; niemniej dramat wojenny jest tu dostrzegalny.

 Natomiast w latach dwudziestych demografia nabiera rozpędu. W przypadku przywołanej powyżej szkoły w Wierzchowiskach roczniki liczą ponad 80 osób, tworzone są dwie klasy: „a i b”. W  początku lat trzydziestych w pięcioklasowej szkole w Wierzchowiskach pobiera lekcje ponad 300 młodzieży, potem roczniki są już tylko liczniejsze. Podobnie w siedmioklasowej szkole modliborskiej: w 1928 roku zapisano do tej placówki 299 uczniów z czego obowiązku szkolnego nie spełniało 37 osób (w większości „dzieci ortodoksyjnych Żydów”)[34]. Wraz ze wzrostem liczby uczniów, wzrasta liczba „sił nauczycielskich”. W osadzie Modliborzyce w końcu lat dwudziestych liczba zatrudnionych nauczycieli wzrośnie do sześciu, potem do ośmiu osób (nie zapominajmy, że wciąż utrzymywano zasadę jednego pedagoga na około 50 uczniów). Było więc kogo uczyć.

Inna sprawa to: ilu młodych ludzi chciało i mogło skończyć pełną, siedmioklasową szkołę powszechną? W gminach powiatu janowskiego trzymano się zasady: większość szkół wiejskich kształciło do klasy czwartej (wyjątkowo, gdy chodziło o duże miejscowości; do klasy piątej). Natomiast jedna szkoła w gminie realizowała pełen zakres edukacyjny siedmioklasowej szkoły powszechnej. Wiązało się to też z zatrudnieniem nauczycieli o wyższych kwalifikacjach. W gminie Modliborzyce w roku szkolnym 1927-28 działało 8 szkół: jedna 7 siedmioklasowa w samych Modliborzycach, pozostałe czteroklasowe[35]. W Dąbiu dwóch nauczycieli edukowało 72 dzieci, w Lutem 43 dzieci i jeden nauczyciel, w Majdanie równo 50 dzieci i jeden nauczyciel, w Modliborzycach 228 dzieci i 7 nauczycieli; przy czym należy pamiętać, że w osadzie do klas V-VII uczęszczały też dzieci z innych obwodów szkolnych z terenu tej gminy. Najmniejsza szkoła w Kalennem liczyła 22 uczniów; rozważano czy nie włączyć tej szkoły w obręb innej placówki, czego ostatecznie nie uczyniono. Szkoła w Stojeszynie liczyła 129 uczniów i dwóch nauczycieli, w Wolicy 80 uczniów i dwóch nauczycieli, w Zarajcu 71 uczniów i „czasowo zatrudniono drugą siłę nauczycielską (…) nauczyciela kontraktowego Marię Hauke”[36]. W gminie Modliborzyce, po dziesięciu latach pracy szkoły powszechnej uczyło się 575 młodzieży w wieku szkolnym. Dla porównania z ówczesnymi gminami zbliżonymi pod względem wielkości i liczby mieszkańców[37]. W gminie Zaklików, w siedmiu szkołach, w tym samym roku edukowano 838 młodzieży. W gminie Zakrzówek 927 uczniów w sześciu szkołach. W gminie Wilkołaz 589 w sześciu szkołach. W gminie Brzozówka w 9 szkołach (większość tych szkół funkcjonuje do dziś) uczyło się bez mała tysiąc młodzieży. We wszystkich placówkach w latach trzydziestych uczniów i nauczycieli zdecydowanie przybyło, ale nie będzie już przybywać placówek oświatowych.

Szkół powszechnych na terenie gminy Modliborzyce było więc sporo, w stosunku do liczby uczniów przytoczonych tu kilku gmin, można powiedzieć, że dużo. Innym ciekawym wyróżnikiem oświaty tej gminy jest stosukowo duża liczba uczniów w klasach V-VI-VII. Chodzi o oddziały szkoły powszechnej, w których edukacja nie była obowiązkowa. Na uczęszczanie do klas wyższych z reguły decydowali się uczniowie, którzy zamierzali kontynuować naukę na szczeblu szkół średnich i zawodowych. Jak wspomniano powyżej takiej młodzieży ogólnie nie było dużo.

Stwierdzenie jakoby pedagodzy uczyli wówczas „wszystkich wymaganych przedmiotów” jest tylko częściowo prawdziwe. W klasach I- II-III zajęcia prowadził rzeczywiście jeden pedagog, gdy nacisk kładziono na podstawową znajomość czytania, pisania, liczenia. Wówczas, nierzadko liczba uczniów w klasie dyktowała konieczność łączenia klas. Rzadziej już taka sytuacja miała miejsce w IV klasie i V; naturalnie zdarzały się i tu przypadki łączenia tych roczników w jednej klasie. Natomiast w klasach  VI- VII łączono tylko część zajęć, wówczas gdy uznano to za zasadne a przedmioty nie uznano za wiodące. Pozostałe lekcje w „klasach starszych”, prowadzili pedagodzy ukierunkowani na dane przedmioty czy „bloki przedmiotowe”. Na podstawie licznie zachowanych protokołów i sprawozdań szkoły w Modliborzycach można dowiedzieć się kto z nauczycieli w jakich przedmiotach był wyspecjalizowany i jak wyglądały jego lekcje. „Pani Adela Torla prowadząc klasę I a kładła nacisk na indywidualne czytanie (…) przestrzega by dzieci nie uczyły się czytanek na pamięć (…) prowadzi zajęcia z pisaniem kaligraficznym na tablicy (…) bardzo dobre efekty są gdy dzieci opowiadają tekst z własnego życia (swoimi słowami)”. Natomiast w klasie II „opracowanie wiersza przez panią Torlową szło opornie przez używanie za trudnych wyrazów (…) Wadą lekcji jest, że nauczycielka pyta te same dzieci gdy inne siedzą bezczynnie”. Pani Stefania Wójtowiczówna „ w klasie III stosuje wśród dzieci swobodne opowiastki (kładzie nacisk na wypowiedzi ustne)”. Pan Torla „w IV klasie uczy przyrody (…) wiadomości dzieci są dobre a pytania naprowadzające zmuszają do myślenia”. Na lekcjach historii prowadzonych przez pana Torlę w klasie V „Dzieci orientują się doskonale tylko należy zwracać uwagę na poprawność i styl języka wypowiedzi”. W klasie IV na lekcjach pana Maciurzyńskiego „Dzieci orientują się dobrze ale robią błędy językowe”. Lekcje rachunków prowadzone przez panią Waszczukową: „Dzieci dobrze się orientują w obliczaniu procentów (..) należy większy nacisk położyć na liczenie praktyczne”[38]. Słowa zapisane przed stu laty nie straciły na aktualności. Jako żywo można je odnieść bodaj do każdej klasy i do każdej lekcji w dzisiejszych szkołach. Zdarzały się jednak semestry kiedy liczba ocen niedostatecznych mocno wzrosła, na co zwrócił uwagę Inspektor Szkolny. Dyrektor Drzewiecki musiał pisemnie odnieść się do tej sytuacji. „Ze strony kierownika szkoły były stale czynione uwagi co do stanu nauczania w tych klasach, jednak biorąc pod uwagę słabe zdrowie jednej z sił nauczycielskich (młoda Wójtowiczówna) a zbytnie zaangażowanie w pracę Straży Pożarnej z drugiej (pan Maciurzyński) taka sytuacja zaistnieć musiała. Kierownik dołoży starań by siła nauczycielska mocniej przyłożona została do poprawy stanu edukacyjnego”. Ostatecznie młoda nauczycielka miała przeprowadzić lekcje pokazowe i przygotować odpowiednie referaty, a stary weteran I wojny światowej; pan Maciurzyński, sądząc po jego sprawozdaniu …zbytnio się nie przejął.

W rejonie szkolnym utworzonym z gminy Potok i Modliborzyce klasy lekcyjne lokowano najczęściej w budynkach, które wynajmowano od prywatnych właścicieli. Owszem zwracano uwagę by w sali lekcyjnej, czy jak mawiano w „izbie szkolnej” było „widno i przestronno”, czyli by okna były odpowiednio duże a pomieszczenie faktycznie mogło pomieścić około 50 osób. Ażeby w budynku był „czynny piec” czyli źródło ogrzewania zimą, oraz by „miast klepisk szalowano podłogi drewniane[39]” co często nie było standardem. Nieosiągalnym marzeniem było wówczas doprowadzenie bieżącej wody do sal lekcyjnych. Budynki nie posiadały łazienek, sanitariaty lokowano na zewnątrz. W 1929 roku kierownik Drzewiecki z dumą poinformował Inspektorat Szkolny o przeprowadzonej inwestycji przy głównym (w sąsiedztwie kościoła) budynku szkolnym: „Z uwagi na zwartą zabudowę wybudowano ustęp z dołem betonowym”[40]. Z perspektywy stu lat tego typu inwestycja w szkole może budzić… mieszane emocje, ale należy pamiętać, że czasy były wyjątkowo trudne, a „Zapał tworzących oświatę w Polsce był niewspółmiernie duży do posiadanych środków finansowych”.

Wcześniej; bo w 1927 roku do sal lekcyjnych w całej gminie zakupiono „cynowe miednice wiadra w celach dezynfekcyjnych”. Taki wydatek był podyktowany wymogami sanitarnymi bo w tym samym roku do szkół powiatu janowskiego wpłynęło pismo nakazujące czasowe zamykanie szkół „w wypadkach pojawienia się chorób zakaźnych”. Te nakazy były w pełni uzasadnione; w latach 1926-28 na terenie powiatu odnotowano wśród uczniów przypadki: szkarlatyny, duru brzusznego, gruźlicy. Na podstawie nie pełnych raportów szkolnych z całego powiatu, tylko w tych latach  potwierdzone jest 8 przypadków zgonów wśród młodzieży szkolnej z powodu chorób zakaźnych.

 Jak chodzi o wyposażenie klas; to ono też może wydawać się skromne. W 1928 roku „szkoła (w Modliborzycach) nabyła z urządzeń wewnętrznych: 25 krzeseł dębowych, 10 stolików, 1 szafę, 1 tablicę, 16 ławek dwusiedzeniowych, obrazy i portrety prezydenta Rzeczypospolitej”[41]. Rok 1928 stanowi też ważną cenzurę w historii szkół gminy Modliborzyce „od 23 stycznia 1928 uchwalono rozpoczynać lekcje o godzinie 8 rano.”[42] Uchwała okazała się wiążąca i dobra: ósma rano po dziś dzień posiada chlubne miano „pierwszej lekcyjnej”.

W całej gminie Modliborzyce budynki, w których odbywały się lekcje były przeważnie drewniane, kryte gontem lub strzechą. Nie znaczy to jednak, że w porównaniu do skali powiatu czy województwa wyglądały źle, czy też praca w nich napotykała na szczególne utrudnienia. W samej osadzie budynek główny szkoły, w sąsiedztwie kościoła, był murowany, przetrwał do września 1939 roku. Oprócz tego wynajmowano budynki prywatne. W Dąbiu planowano by szkoła mieściła się w drewnianym ale dość nowoczesnym, dużym budynku spełniającym też rolę remizy, miejsca spotkań, wygłaszania prelekcji. Niestety wojna pokrzyżowała te zamiary a budynek remizy i szkoły oddano do użytku po 1945 roku. W Lutem szkoła ulokowana była w „osobnym budynku w środku wsi”, podobnie w Kalennem, w Majdanie. W Stojeszynie „główny duży budynek szkoły na podmurówce z bali ciosanych, widny, zadbany”. Podobne opinie można znaleźć analizując warunki pracy oświatowej w gminie Potok i Brzozówka. Kiedy podczas zakończenia roku szkolnego w Wierzchowiskach w dniu 26 czerwca 1926 roku pogoda okazała się wyjątkowo niesprzyjająca by urządzić uroczystości w plenerze, z pomocą przyszli miejscowi gospodarze: „zakończenie roku szkolnego odbyło się w stodole u pana Stefana Jarzynki gdyż żadna z sal lekcyjnych nie była wstanie pomieścić zebranych dzieci i rodziców”.

 Szkoły wiejskie w tym terenie były skromne, jak wspomniano bywały problemy z utrzymaniem sal lekcyjnych, z całą pewnością mocno odbiegały od dzisiejszych wyobrażeń sal i klas lekcyjnych. Z drugiej strony zachowano ówczesny standard wyposażenia sal lekcyjnych oraz zapewniono w nich przyzwoite warunki do edukowania dzieci i młodzieży. Nie wszędzie dawało się stworzyć takie warunki pracy edukacyjnej. W Chodlu sala lekcyjna znajdowała się na piętrze budynku, w którym oprócz sklepu i apteki, „w sąsiedztwie była komenda policji i areszt (…) dochodziły z niego śpiewy i siarczyste przekleństwa pijanych aresztantów”. W Bełżycach klasa lekcyjna „sąsiadowała z rzeźnią w podwórku (…) wiosną i latem okien nie otwierano z powodu smrodu i turkotu wozów przejeżdżających brukowaną drogą”. W Lublinie przy jednym z budynków szkolnych „mieściła się garbarnia- źródło przeraźliwego smrodu a na zewnątrz woźnice i kupcy prowadzili z robotnikami głośne niezbyt parlamentarne rozmowy”. W Iłży najmłodsi uczniowie pobierali lekcje „w izbie w jednym z wynajętych domów (…) z klasy tej zrezygnowano przez wzgląd na stałe kłótnie domowników i obelgi dobiegające z sąsiedniej izby”[43]. Ze stworzeniem godziwych warunków do nauki bywało więc naprawdę różnie. Mimo skromnych budżetów wiejskich samorządy „rejonu szkolnego gmin Potok i Modliborzyce” stworzyły dobre (naturalnie jak na tamte czasy) warunki dla edukacji. Bez wątpienia przyczynili się do tego mieszkańcy tego terenu, którzy jednak zaczęli rozumieć potrzeby kształcenia młodego pokolenia. 

 

Nauczycielska pensja i świadczenia; czyli „Po ile ta służba?”

„Na konferencji nauczycielskiej rejonowej odbytej w dniu 06 października 1926 roku w lokalu szkolnym 5 klasy szkoły podstawowej w Modliborzycach”[44] Inspektor Szkolny Stanisław Kożan powiedział: „Pytacie mnie szanowni koleżeństwo o wynagrodzenie w szkolnictwie, słowami: a po ile ta służba w szkole? Ja odpowiadam po tyle ile Polska jest w możebności za tę służbę zapłacić”[45]. Pracę oświatową określano w tym czasie mianem „służby na równi wojskowej, policyjnej stawianej”. W rzeczy samej zarobki nauczycieli i policjantów, po reformie walutowej i wprowadzeniu złotego polskiego, były podobne; oscylowały w granicach 150 -160 złotych[46], co istotnie stanowiło ówczesną skromną, raczej średnią pensję, godziwą w warunkach wiejskich cen i realiów. Natomiast wypłaty dla pracowników oświaty w pierwszych latach niepodległości, do 1924 roku, są zagadnieniem bardzo złożonym. W zaborze rosyjskim szkół ludowych było naprawdę mało, nie wielu korzystało z edukacji, nie wielu było nauczycieli. Pensja pedagoga pracującego w Modliborzycach czy innych szkołach powiatu janowskiego przed 1914 czyli Жалование to najwyżej 40-45 rubli[47]. Do tego pracujący w osadzie nauczyciel korzystał z użytkowania lub dzierżawy 2 mórg ziemi, w Lutem 5 mórg[48]. W 1917 roku pod rządami austriackimi, według danych zebranych przez Wydział Statystyczny Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w dniu 1 grudnia 1917 roku działała tu tylko jedna powszechna szkoła publiczna umiejscowiona w samych Modliborzycach[49]. Wiosną 1918 roku stawka wynagrodzeniowa nauczyciela wynosiła 200 koron miesięcznie, a taka kwota "ledwo starczała na wyżywienie jednej osoby”[50]. Niestety w pierwszych latach istnienia II Rzeczypospolitej w kwestii wynagrodzenia nauczycieli było już tylko gorzej ponieważ „Ciągła inflacja waluty nie pozwalała ustabilizować stałego wynagrodzenia pracowników, którzy po prostu nie widzieli jakie są ich miesięczne wynagrodzenia”[51]. W powiecie janowskim, w drugiej połowie 1920 roku nauczyciel z przygotowaniem do zawodu mógł liczyć na wypłatę w wysokości 1500 marek polskich. Czy to dużo? Buty męskie kosztowały 8 tys. marek, ceny odzieży przekraczały kilkakrotny miesięczny dochód, żywność, nawet w terenie wiejskim, osiągała horrendalne ceny. Pedagodzy mogli jeszcze liczyć na deputaty żywnościowe, wydawane w Lublinie: 2 kg. mąki, tyleż kaszy. Do Lublina po odbiór deputatu osobiście jeździli dyrektorzy szkół. Z gminy Modliborzyce po deputat do Lublina wyruszał dyrektor Edward Drzewiecki z Kazimierzem  Klocem (dyrektorem szkoły w Potoku), od 1925 roku również Stefan Chrzanowski, potem też Stanisław Torla. Wyprawy do miasta wojewódzkiego po wypłaty również były  kosztowne. Koszty wyjazdu opiewały: „dojazd podwodem (czyli wynajętą chłopską furmanką) do stacji Szastarka, zakupienie biletów na pociąg w obydwie strony”.

W ciągu następnych dwóch lat średnia  pensja nauczycielska w powiecie janowskim dobiegała miliona marek. Niby sporo, ale; kapelusz męski kosztował 350 tys. marek, krawat 160 tys. a paczka zapałek: 400 marek[52]. Marka polska ulegała hiperinflacji, czyli objętościowo waluty było dużo, ale jej wartość mocno spadała, jednocześnie była środkiem płatniczym i w niej realizowano wypłaty. Tak jak po wspomniany powyżej deputat żywnościowy, tak po pensje dla nauczycieli z gminy należało jechać do Lublina.  Zwykle upoważnionym do odbioru wypłat był prezes Dozoru Szkolnego. W przypadku Modliborzyc był to ksiądz Ignacy Rybiński; jednakowoż duchownemu nie wypadało zajmować się tymi sprawami. Dyrektorzy Drzewiecki, Chrzanowski i Kloc znowu musieli wziąć sprawy w swoje ręce a dowóz pieniędzy z miasta wojewódzkiego wcale nie był prostą sprawą. Pobory najczęściej wypłacano w bilonie, stąd wypłata dla kilkunastu osób musiała być naprawdę ciężka, co nie musiało oznaczać, że wysoka i wartościowa. Nie zachowały się wspomnienia ani dokumenty jak transportowano ową mamonę do osady i mniejszych szkół w gminie Modliborzyce, niemniej był to problem. Sekretarze i prezesi dozoru gmin Urzędów i Chodel powołując się na „bezpieczeństwo swoje i pieniędzy” wystąpili o zgodę na posiadanie i zakup rewolweru[53]. Zwróćmy uwagę, że wnioski o pozwolenie na posiadanie broni w latach 1919-1932 złożyło wielu kierowników szkół w województwie lubelskim. Nie ma wszakże dokumentu potwierdzającego by takie pozwolenie albo rzeczony rewolwer posiadali odbierający wypłaty dla rejonu Modliborzyce i Potok. Być może wspomniani pedagodzy- konwojenci z różnych względów nie potrzebowali broni palnej bo nie zachowały się informacje jakoby jacyś rabusie pozbawili ich którejś z przewożonych wypłat.

Reforma walutowa z 1924 roku była ze wszech miar zbawienna. Po reformie Grabskiego „nauczyciel szkoły powszechnej ze stażem i przygotowaniem” mógł zarobić 160-170 złotych przy etacie stanowiącym 24 do 30 godzin tygodniowo, w szkole powszechnej. Miesięczny koszt wyżywienia szacowano na 65 złotych, wynajem izby mieszkalnej na wsi; około 25 złotych miesięcznie (5 złotych tygodniowo), pół kilo masła kosztowało 60 groszy, kilogram chleba szacowano na 30-35 groszy[54]. Pensja w oświacie po 1924 roku miała więc większą siłę nabywczą, przy czym dla pracowników oświaty nie przysługiwało wynagrodzenie za miesiące wakacyjne.

Nauczyciele pracujący w gminie Modliborzyce pobierali dodatek również mieszkaniowy. Ustawa z 1922 roku obarczała samorządy gminne obowiązkiem zapewnienia nauczycielom i urzędnikom „wykonującym zawód na terenie gminy” zapewnienie lokum służbowego, które samorząd opłacał, „dbał (samorząd gminny) o opał i utrzymanie klas szkolnych i stancji nauczycielskiej”. Tę ustawę wykonywały wszystkie samorządy w całym powiecie janowskim, niemniej, jak wspomniano powyżej bywały z tym poważne problemy i zgrzyty. Natomiast ciekawą i zróżnicowaną kwestią było przydzielanie nauczycielom działek ziemi ornej. To świadczenie wywodziło się jeszcze z dziejów szkół parafialnych, było utrzymywane w czasach Księstwa Warszawskiego, potem Królestwa Polskiego. Pracujący we wsi, czy miasteczku pedagog otrzymywał „nadział ziemi na ogród”, zwykle były to działki 2 morgowe, ale nie było to regułą, chociażby w Lutem uposażeniem szkoły była „pięciomorgowa działka ziemi ornej”, w Chodlu był to „sześciomorgowy nadział ziemi ornej”. Jednak do uprawy ziemi potrzebny był czas, narzędzia gospodarskie, siła pociągowa, budynki gospodarcze a tych rzeczy nauczyciel z reguły nie posiadał. Toteż zwykle kończyło się na oddawaniu działek w dzierżawę, jeśli nie przez pedagoga to przez samorząd gminny. W osadzie Modliborzyce już w 1895 roku za zgodą Chełmskiej Dyrekcji Szkolnej grunta „uposażeniem szkoły będące” wydzierżawiono Wojciechowi Kiełbowi. „Koszta dzierżawcze w wysokości 4 ruble i 15 kopiejek na rok” pan Kiełb odprowadzał do kasy gminy Modliborzyce[55]. Być może dobrze się stało, że kwestia uposażenia nauczycieli w działki rolne została załatwiona już w XIX w. Uposażenie nauczycieli w działki rolne było sensowne gdy szkołę prowadził jeden- dwóch pedagogów, gdy kadra stawała się liczniejsza, działek zwyczajnie brakło. Często bywały one przedmiotem sporu wśród pedagogów zatrudnionych w jednej szkole. W końcu ich dzierżawa też kończyła się różnie. W gminie Urzędów nauczyciel wydzierżawił taką działkę miejscowemu gospodarzowi. Dzierżawca miał płacić za uprawiane pole ziarnami żyta, ale zmienił zdanie twierdząc, że zapłata się nie należy bo nauczyciel i tak pobiera pensję ze Skarbu Państwa. Sąd stanął po stronie pedagoga i nakazał wypłatę za dzierżawę w ciągu dwóch tygodni[56].

Z perspektywy dzisiejszego czytelnika może wydawać się dziwną funkcja przewodniczącego Dozoru Szkolnego, którą w Modliborzycach; a nawet szerzej; w gminach powiatu janowskiego często pełnili proboszczowie parafii. Miało to swoje uzasadnienie w ówczesnych uwarunkowaniach prawa oświatowego. W 1919 roku Episkopat Polski wystosował list do władz państwowych, w którym zwracano uwagę na przestrzeganie w oświacie wartości katolickich. Postulowano też by duchowieństwo miało wpływ nad wychowaniem młodzieży a proboszczowie w parafiach rzymskokatolickich mogli zasiadać w organach zarządów szkolnych. W wielu gminach Lubelszczyzny to właśnie proboszczowie parafii pełnili funkcje przewodniczących Dozoru Szkolnego, ale nie było to regułą. Duszpasterze parafii Modliborzyce ks. Ignacy Rybiński, ks. Stanisław Rybka pełnili funkcje przewodniczących Dozoru Szkolnego i swoje obowiązki traktowali poważnie. Uczestniczyli w nauczycielskich konferencjach rejonowych, organizowali podwody dla nauczycieli. Ksiądz Rybiński wielokrotnie namawiał swoich parafian do „poważnego traktowania i nie omijania spraw szkolnych”, innymi słowy czuwał nad lepszą frekwencją uczniów.

Jeszcze inaczej podchodzono do nauki katechezy w szkołach. Na mocy konstytucji z 1921 religia stała się przedmiotem obowiązkowym w szkołach, w których kształcono młodzież do 18 roku życia, a które były utrzymywane przez państwo lub samorządy. Katechezy mogli nauczać absolwenci seminarium duchownego lub wydziału teologicznego. W przypadku szkół  wiejskich oznaczało to, że katechezę prowadzili wikariusze zatrudnieni w parafii, chociaż prawo dopuszczało też możliwość prowadzenia zajęć przez osoby świeckie. Ciekawą sprawą było zatrudnienie i wynagradzanie dla prowadzących lekcje religii. Prawnie podchodzono do katechetów jak do nauczycieli „nie etatowych”, mieli wypłacane wynagrodzenie do 15 czerwca. Stawka za godzinę lekcyjną  (po reformie monetarnej) wynosiła 6 złotych. Kiedy prowadzący lekcje religii przepracował 8 godzin miesięcznie to mógł liczyć na wynagrodzenie w kwocie 48 złotych (po 1934 roku zasady pracy katechetów ulegną zmianie). W przypadku gminy Modliborzyce wikariusze musieli liczyć na wysłanie podwodów (czyli chłopskiej furmanki) by dojeżdżać do szkół oddalonych o kilka kilometrów, lub oczekiwać na uczniów, którzy na katechezę przybywali z sąsiednich miejscowości. Gdy prowadzący lekcje religii ksiądz wikariusz nie przeprowadził zajęć, co zdarzało się szczególnie w miesiącach zimowych i wiosennych, Inspektor Szkolny polecił za każdą opuszczoną godzinę potrącić 1,50 zł. oraz „pracę przełożyć na czas późniejszy” czyli odrobić stracone lekcje. Skoro mowa o prowadzeniu katechezy dla młodzieży wyznania rzymsko-katolickiego to warto wspomnieć jak postępowano w przypadku nauczania religii żydowskiej. Wszakże w Modliborzycach, Janowie, Kraśniku i wielu innych miasteczkach Lubelszczyzny starozakonni mieszkali dość licznie. Przed wrześniem 1939 roku w powiecie janowskim zamieszkiwało około 16 tysięcy Żydów. Tu pod względem wypełniania obowiązku szkolnego sytuacja bywała skomplikowana, bo zdarzały się rodziny starozakonnych (w sprawozdaniach z powiatu janowskiego określano je jako ortodoksyjne), które w ogóle nie posyłały dzieci do szkoły. Natomiast w osadzie Modliborzyce zakładano szkoły żydowskie: chedery, w których nauka prowadzona przez mełamedów polegała na nauczaniu Pism. Nauka na poziomie podstawowym „Talmud Tora” dotyczyła chłopców od 3 roku życia. Była też możliwość kontynuowania edukacji na wyższym poziomie „jesziwa”, lecz wiązało się to z koniecznością pobierania jej w większych ośrodkach miejskich.

 

Konferencje i „samokształcenie sił nauczycielskich”

Tydzień pracy szkoły był sześciodniowy ponieważ wliczano do niego sobotę. Pojęcie wolnych sobót dla pracowników oświaty i administracji wówczas nie tylko nie istniało, ale to właśnie sobotnie popołudnia często były czasem przeznaczonym na odbywanie konferencji, rad pedagogicznych, wygłaszania referatów, dyskusji nad metodyką nauczania, sposobami prowadzenia lekcji co w skrócie określano jako „samokształcenie sił nauczycielskich”. Określenie „siły nauczycielskie” przewija się w sprawozdaniach jeszcze do połowy lat trzydziestych, potem stopniowo zastępowano je do dziś stosowanym mianem: „kadry pedagogicznej”. Wspomniane samokształcenie odbywało się na konferencjach czyli na rejonowych zebraniach nauczycielskich. Rejon szkolny obejmował gminy Modliborzyce i Potok, mimo to w konferencjach brali nauczyciele gminy Brzozówka, najczęściej ten obwód szkolny reprezentowali nauczyciele ze szkoły w Wierzchowiskach. W latach 1925 -1928 w większości konferencji rejonowych w Modliborzycach brał udział Wacław Koszałka: dyrektor szkoły powszechnej w Wierzchowiskach. Obecność całej kadry pedagogicznej z gmin Potok i Modliborzyce była wymagana, szczególnie gdy w spotkaniu brał udział Szkolny Inspektor. Usprawiedliwieniem nieobecności pedagogów: Ryńskiego i Madeja na konferencji z 1925 było „szkolenie wojskowe i obecność na manewrach”. Natomiast młode nauczycielki: Cetnarowiczówna, Jurekówna nie potrafiły wystarczająco mocno usprawiedliwić swojej absencji; toteż w kolejnych miesiącach niewiasty były ukarane naganą[57]. Podobne nieprzyjemności (za nieusprawiedliwienie absencji) spotkały dwa lata później panie Skubyszównę, Iwaszkową i pana Pękalę. Natomiast przyjętym usprawiedliwieniem absencji pana Józefa Maja był „brak furmanki”[58].

Szkolny Inspektor zalecał by konferencje z jego udziałem „odbywały się przynajmniej dwa razy do roku” zwykle wybierano czas wczesnej jesieni i późnej wiosny. Natomiast konferencje z udziałem dyrektorów i nauczycieli rejonu szkolnego organizowano raz w miesiącu, z zastrzeżeniem wszakże „przełożenia spotkań z uwagi na mrozy, nieprzejezdność dróg”. Po pedagogów wysyłano podwody; czyli przewodniczący Dozoru Szkolnego organizował oraz opłacał wiejskich furmanów, którzy przywozili i odwozili zaproszonych na spotkanie. Najczęstszym miejscem zebrań (prawdopodobnie ze względu na swoje wymiary i położenie) był „lokal szkolny klasowy szkoły powszechnej w Modliborzycach przy kościele parafialnym”. Niemniej są też protokoły z konferencji odbytych w Wolicy, w Potoku[59]. Zebranie często zaczynało się lekcją pokazową, czyli przeprowadzoną w klasie, dla młodzieży, w obecności licznie zgromadzonych pedagogów. Następnie lekcje omawiano a dyskusje na temat sposobu przekazywania wiedzy miewały burzliwy przebieg. Dnia 3 marca 1927 roku doświadczony nauczyciel Jan Pietras przeprowadził otwartą lekcję geografii w V klasie. „Temat: Morza”. Jak wynika ze skrupulatnie przeprowadzonego zapisu przebiegu lekcji, prowadzący dołożył starań by klasę zaktywizować, używał szeregu różnych środków dydaktycznych, zajęcia były ciekawe. Niemniej dyskusja stała się ożywiona a  zarzutów wobec nauczyciela postawiono sporo: „nawiązania były zbyt długie”, „przejście od oceanów do mórz za szybkie”, „lekcja prowadzona była za cicho”, „za długi wstęp”. Wprawdzie pan Pietras rzeczowo zbijał wszelkie zarzuty, lecz jako żywo trudno odmówić hospitującym dużej dozy krytycyzmu. Kilka miesięcy później lekcję pokazową z języka polskiego w szkole w Modliborzycach przeprowadziła młoda nauczycielka Stefania Wójtowiczówna.  W podsumowaniu lekcji stwierdzono: „Modlitwę na początku lekcji przeprowadzono zbyt pobieżnie, bez duchowej kontemplacji (?). Przez to brak spokoju dzieci a prelegentce brak opanowania. Szereg uwag już poczyniono”. Inne hospitacje lekcji w tej szkole i innych szkołach powiatu janowskiego wyglądały podobnie. W pełni zadowolić hospitujących pedagogów było raczej trudno.

Jak już stwierdzono: od roku szkolnego 1924-1925 w konferencjach rejonowych uczestniczyli nie tylko nauczyciele gmin Potok i Modliborzyce, ale też licznie reprezentowana była gmina Brzozówka. Z zachowanej dokumentacji można wnioskować, że częstotliwość odbywanych pedagogicznych konferencji, narad, spotkań znacząco wzrosła po 1925 roku, czyli w czasie gdy Powiatowym Inspektorem Szkolnym został Stanisław Kożan. Wcześniej odbywały się one zdecydowanie rzadziej. Natomiast od roku 1928-1929 konferencji odbyło się mniej, ale w zamian szkoły posyłały do janowskiej siedziby Inspektoratu znacznie więcej sprawozdań, raportów o liczbie uczniów, pracy placówek oświatowych. Wspólne spotkania były okazją do „uskuteczniania samokształcenia kadry pedagogicznej”. Owo samokształcenie odbywało się też poprzez przygotowywanie referatów o treści dydaktycznej. Na konferencji szkolnej w Wolicy dnia 28 listopada 1925 roku ustalono „Tematy referowania i czas ich wygłoszenia na rok 1926”. Z zaznaczeniem wszakże, że „z uwagi na warunki i możności konferencje i wykłady mogę być przekładane”. W grudniu 1925 referat zatytułowany „Karność w szkole powszechnej” wygłosiła pani Wragowa a jej prelegentami byli Stefan Chrzanowski i Bolesław Madej.  W styczniu pani Kida przygotowała wystąpienie (odbyło się ono dopiero w kwietniu 1926) na temat: „Jak zachęcić dzieci do pilnego uczęszczania do szkoły” a prelegentami byli „panna Zawiszanka i pani Wragowa”. W lutym 1925 roku o „Kształceniu uwagi w szkole powszechnej” opowiadała panna Hosłynkówna a jej prelegentami zostali Stefan i Adela Torlowie. W kwietniu 1926 roku konferencja musiała mieć dłuższy przebieg bo wygłoszono kilka referatów: „Kary w szkole powszechnej”, „ Szkoła pracy” , „Nauka historii w szkole powszechnej”. Z kolei na maj czerwiec zaplanowano jeden referat pt. „Jak zachęcić młodzież do dalszego kształcenia się”[60]. W następnych latach tematy referatów przedstawianych na konferencjach są podobne w swojej treści, czasem dziwi tytuł treści przekazywanych wiadomości, chociażby referat z 1927 roku pt. „Nowoczesne sposoby walki z wszą domową i sposób na ich unikanie” albo też  „Bandażowanie i leczenie potłuczonych i pociętych”. Zapewne tytuły niektórych referatów zadziwiły też Inspektora Szkolnego bo zwrócił uwagę na to by „w referowaniu poruszyć tylko rzeczy ważne z oświatą związane”. Mimo wszystko referowanie i opracowanie konkretnych zagadnień było ciekawą i potrzebną formą samokształcenia pracowników oświaty. Przygotowanie referatów wymagało dużego zasobu pracy od prelegentów i osób przedstawiających dany temat. W czasach gdy dostęp do informacji, literatury przedmiotu był znacznie trudniejszy niż obecnie, pedagodzy odbywali podróże do odległych bibliotek w poszukiwaniu książek, czasopism, wymieniali się spostrzeżeniami, przekazywali własną wiedzę praktyczną. Prace przygotowane na konferencje przedstawiano uczniom na zajęciach, rodzicom na wywiadówkach, korzystali z nich strażacy, samorządowcy. Przepisane referaty trafiały do archiwum Inspektoratu Szkolnego. Poza tym sami nauczyciele udział w prelekcjach traktowali bardzo poważnie. Dochodziło nawet do ostrych sporów: gdy pracujący w Wolicy pan Urbanek zmienił temat przygotowanego wystąpienia, a przewodniczący spotkaniu dyrektor szkoły w Potoku: Konstanty Kloc, mocno się temu sprzeciwił. Między obydwoma panami wywiązała się sprzeczka, którą zakończył przewodniczący Kloc mówiąc do niedoszłego prelegenta: „Teraz idź Pan siadaj”[61], te słowa mocno uraziły pana Urbanka. Zatarg musiał być poważny, bo łagodził go sam Inspektor Kożan „kierując do zwaśnionych mowę pojednawczą”[62].

Wspomniany powyżej Inspektor Szkolny Stanisław Kożan był zasłużoną (dziś niesłusznie zapomnianą) postacią dla oświaty powiatu janowskiego. Wymogi oraz zalecenia jakie stawiał dyrektorom szkół i nauczycielom miały sens, pozytywnie wpłynęły na pracę siedmioklasowych szkół powszechnych. Założenia jakimi się kierował pan Kożan przedstawił konferencji inaugurującej jego pracę „Inspektor przemawiał do zebranego nauczycielstwa że celem jego pracy jest zdobycie jak najlepszych warunków funkcjonowania szkół i ich rozwój oraz dążenie do nawiązania kontaktu między szkołą a społeczeństwem (…) Dalej p. Inspektor zaznacza, że dla nauczycielstwa sumiennie wypełniającego swe obowiązki, żyjącego w zgodzie i jedności będzie opiekunem, doradcą o przyjacielem, dla przeciwnych zaś będzie nieugiętym i nie wzruszą go nawet łzy, choćby pożegnać się miał z połową nauczycielstwa w powiecie”[63]. Rzec można: Inspektor dobrze rozumiał lokalne problemy szkolnictwa powszechnego. Stawiał na kontakt szkół ze społeczeństwem i przekonanie społeczności o potrzebie kształcenia młodzieży, co istotnie było zagadnieniem kluczowym. Wspomniana wcześniej wysoka absencja uczniów, nie zrozumienie znaczenia edukacji, utrudniało rozwój szkolnictwa. Stanisław Kożan był człowiekiem szukającym porozumienia i potrafił logicznie uzasadniać swoje zarządzenia. Na uwagi dyrektora szkoły w Wierzchowiskach; Wacława Koszałki, że częste konferencje „zabierają czas, wymagają kosztów z uwagi na dojazdy”, Inspektor odpowiedział: „Konferencje to nie popisywanie się nasze, nie wytwór czyjejś fantazji (…) to dążność by zespół nasz podnieść. Bo nie uzyska nauczycielstwo odpowiedniego stanowiska obywatelskiego, jeżeli intelektualnie samo nie postawi się na takim stopniu. Konferencje to samokształcenie się, samopomoc nauczycielska”[64]. Trudno tu nie zgodzić się z panem Kożanem. W czasach gdy szkołę powszechną, budowano od podstaw, gdy dostęp do wszelkich fachowych publikacji był znacznie trudniejszy niż obecnie, korzystanie z wiedzy i rad szerszego grona pedagogów było cenne. W czerwcu 1927 roku Inspektor Szkolny dokonał podsumowania stanu oświaty w powiecie janowskim. „Ogólnie stan szkolnictwa w powiecie janowskim w porównaniu do ubiegłych lat wyszedł na drogę planowej pracy dzięki konferencjom rejonowym. Nie idziemy pojedynczo ale gromadnie.” Inspektor miał też zastrzeżenia do pracy pedagogów „Planowość i systematyczność jest, ale nie ma duszy w nauczaniu, (…) Niewłaściwe i nieumiejętne rozkłady materiału. W obecnych rozkładach materiału brak koncentracji, każdy przedmiot uwzględniany jest osobno”. Pan Kożan wskazał też wytyczne na najbliższe lata pracy oświatowej. „Koncentracja przedmiotowa być musi; jeśli bierzemy z historii jakiś okres należy powiązać dobranymi czytankami z języka polskiego. Tak samo należy postąpić z przyrodą. Z rachunków można układać zagadnienia z treści innych przedmiotów przez co powtarzamy dany przedmiot bez znużenia i utrwalamy. W tym powinna być zmiana, która musi nastąpić w przyszłym roku”[65]. Łatwo się domyślić, że owa „koncentracja przedmiotowa” po latach wróciła jako nauczanie blokowe, zintegrowane, natomiast „konferencje rejonowe” zyskały godne następstwo w szkoleniach zawodowych. Po dziesięciu burzliwych dekadach; II wojnie światowej, przemianach ustrojowych, niezliczonych reformach szkolnictwa; sporo zagadnień edukacyjnych pozostaje aktualne po dzień dzisiejszy. 

Zadania  siedmioklasowej szkoły powszechnej i współpraca z lokalnymi instytucjami

Po odzyskaniu niepodległości szkoła powszechna była dla większości społeczeństwa polskiego absolutnym novum. Szczególnie na ziemiach dawnego zaboru rosyjskiego gdzie sieć szkół ludowych była nieliczna. W osadzie Modliborzyce w II połowie XIX wieku, nie bez trudności utworzono dwuklasową szkołę, która w dodatku działała z przerwami. Po 1918 roku w gminie Modliborzyce działało 8 placówek oświatowych, w których lekcje odbywały się regularnie, prowadzone przez przygotowanych pedagogów, w oparciu ministerialny program nauczania. Nauczanie wymagało by młodzież przez większą część dnia przebywała w szkole, co kolidowało z pracami rolniczymi, stąd stale podnoszony problem absencji uczniów z terenów wiejskich. Władze oświatowe rozumiały, że do instytucji szkolnych trzeba ludzi przekonywać i zachęcać, promując współpracę z wszelkimi działającymi instytucjami: świeckimi, religijnymi, rządowymi, prywatnymi. Młodzieży zaś należało nie tylko przekazać wiedzę merytoryczną, ale też odpowiednio ukształtować w duchu patriotyzmu i przygotować do funkcjonowania w zmieniającej rzeczywistości. Szkoły, a przede wszystkim zatrudnieni w nich nauczyciele, oprócz edukowania młodzieży, pełnili funkcje osób publicznych, współorganizujących życie miejscowej społeczności, znających lokalne problemy, dających przykład obywatelskich postaw. Oprócz programu nauczania, który realizowano na lekcjach wpisanych w tygodniowy plan nauczania, przed siedmioklasową szkołą powszechną postawiono szereg różnych zadań, realizowanych na terenie placówki oświatowej oraz poza nią. Z dzisiejszej perspektywy niektóre przedsięwzięcia mogą dziwić, ale i tu nie brak wielu analogii do czasów współczesnych.

Młody dyrektor szkoły w Stojeszynie miał do rozwiązania szereg problemów, które utrudniały pracę powierzonej mu placówki. W listopadzie 1925 roku dyrektor Chrzanowski zaprosił rodziców uczniów na wywiadówkę. Prawda, nie było to pierwsze spotkanie z rodzicami, ale to zebranie miało mocno oficjalny charakter   „W klasie lekcyjnej odbyło się spotkanie z rodzicami uczniów. Obecny był ksiądz Ignacy Rybiński (…) sołtys wsi Stojeszyn. Podczas spotkania zebrani zobowiązali się dopilnować swoich dzieci by nie było bójek, kłótni”. Młody kierownik nie miał łatwego zadania; na początku swojej działalności przyszło mu godzić zwaśnioną młodzież Stojeszyna I z młodzieżą ze Stojeszyna II; następnie przyszło mu skupić się na problemach wychowawczych, potem pracować nad poprawieniem frekwencji. Z pomocą Chrzanowskiemu przyszedł proboszcz parafii Modliborzyce, sołtys, być może zaangażował też inne instytucje środowiska lokalnego. Zrozumienie dla potrzeb oświatowych stale się zwiększało bo w sprawozdaniu za rok 1929 pan Chrzanowski stwierdził: „Frekwencja większa niż wcześniej (…) mniej jest rodzin, których dzieci nie spełniają obowiązku szkolnego[66]”. Zdecydowanie dyrektor odniósł sukces pedagogiczny. Budynek w centralnej części Stojeszyna był przeznaczony na dom mieszkalny dla Chrzanowskiego i jego rodziny, ponadto znajdowały się tam pomoce naukowe, sprzęty będące wyposażeniem klas; kolejne zapomniane dziś osiągnięcie Stefana Chrzanowskiego czyli udane zabiegi by szkołę zaopatrzyć w pomoce naukowe. Oprócz tego na terenie Stojeszyna I i II wynajmowano 3 sale lekcyjne, o których ksiądz Rybka: prezes Gminnego Dozoru Szkolnego pisał, że „są przepełnione na czas lekcji”. Wspomniany sukces młodego dyrektora nie wynikał tylko z namawiania do spełniania obowiązku szkolnego. Pan Chrzanowski „Zachwycał uczniów piękną grą na skrzypcach, potrafił rysować, konstruował proste radia tranzystorowe”[67]. Na lekcjach często poruszano tematy związane z rocznicami historycznymi: „Zwycięstwo floty polskiej pod Oliwą 1627”, „Powstanie Listopadowe”, „Rocznica odzyskania niepodległości”, poruszano też tematy wychowawcze „Pogadanka o oszczędności”, „Pogadanka z okazji dnia matki”. Ponadto „W każdej klasie przeprowadzano gry i zabawy na zewnątrz klas, w miesiącach wiosennych i jesiennych”[68]. Szkoła w Stojeszynie była więc ośrodkiem oświatowego i kulturowego życia wsi, przyciągała miejscową młodzież zachęcała do edukacji.

Z identycznymi problemami zmagała się szkoła w Wierzchowiskach. Miejscowy dyrektor: Wacław Koszałka również narzekał na słabą frekwencję i powziął kroki by poprawić tę sytuację. „Celem nawiązania kontaktu ze szkołą i domem odbyło się w roku szkolnym 5 zebrań rodzicielskich, które bardzo dodatnio wpłynęły na ustosunkowanie się ludności do nauczycieli a tym samym do szkoły”. Rodziców zapraszano też na pokazy „Śpiewów, deklamacji, przemówień, które wykonywali uczniowie. Miało to bardzo dodatni wpływ na ustosunkowanie się wsi do szkoły”. Utalentowanym śpiewakiem i muzykiem był Edmund Gazda: nauczyciel szkoły w Wierzchowiskach. Przy okazji spotkań z rodzicami uczniów dyrektor szkoły starał się przygotować odpowiednie wykłady: „Potrzeba szkoły i zwalczanie analfabetyzmu”, „Przez oświatę do potęgi państwa”, „Rozwój szkolnictwa i stosunek domu do szkoły”. Wacław Koszałka musiał być dobrym mówcą skoro jak stwierdził „audytorium na spotkaniach nigdy nie było mniejsze niż 50- 60 osób”. Kadra oświatowa szkoły w Wierzchowiskach ściśle współpracowała z nowopowstałą miejscową  parafią. Proboszcz ks. Wacław Goliński był mocno zainteresowany taką współpracą, bywał na radach pedagogicznych, zachęcał by wszelkie uroczystości szkolne zaczynały się od nabożeństwa a przedstawienia z okazji Dnia Matki i Święta Niepodległości odbyły się w kościele. Z kolei miejscowa kadra pedagogiczna zobowiązała się do stałego pełnienia dyżurów w kościele parafialnym. „Dyżury w kościele w niedziele i święta postanowiono prowadzić jak w roku ubiegłym. Prócz p. Gazdy, który będzie prowadził śpiew w czasie mszy św. na chórze. Dzieci szkolne będą mogły być obecne na chórze wtedy gdy będą śpiewały pieśni pod opieką prowadzącego śpiew”[69]. Prawdziwą dumą dla szkół było posiadanie biblioteki. Zakup książek był skrupulatnie odnotowywany a „ilość woluminów oraz liczbę ich oprawienia przez dzieci” zgłaszano do Inspektoratu Szkolnego. Co może dziwić;  to uchwała Rady Pedagogicznej by biblioteka szkolna w Wierzchowiskach nie wypożyczała swoich woluminów w dzień powszedni. „Bibliotekarką została wybrana p. Koszowska Bronisława. Biblioteka czynna w niedzielę po nabożeństwie”[70]. Inaczej sprawę biblioteki rozwiązano w  Modliborzycach; bo tam:  „Wypożyczaniem książek z biblioteki uczniowskiej zajmowali się wychowawcy poszczególnych klas. Po zajęciach szkolnych” natomiast „Pomoce naukowe znajdowały się pod opieką pana Torli”.

W siedmioklasowej szkole powszechnej w osadzie Modliborzyce, realizowano szereg działań, które  kierownik Drzewiecki skrupulatnie opisał w sprawozdaniu podsumowującym „dziesięciolecie pracy szkoły”.  Dyrektor dużo miejsca poświęcił na przedstawienie pracy wychowawczej szkoły: „Wysiłki całego Grona Nauczycielskiego szły w kierunku należytego zorganizowania pracy wychowawczej szkoły. Praca powyższa ześrodkowała się w Spółdzielni Uczniowskiej w działach: sklep, kasę oszczędnościową, koło kulturalno- rozrywkowe, sekcję robót”[71]. Wspomniana spółdzielnia (inaczej Samorząd Uczniowski) istniała w szkole od 1924 i zapisywano do niej uczniów starszych klas gdyż jak tłumaczył pan Drzewiecki „dopiero od 14 roku życia dziatwa może myśleć abstrakcyjnie i zastanawia się nad kwestią życia”[72]. Bardziej przekonująco dyrektor tłumaczył zasadność działania Spółdzielni. „Wprowadzając spółdzielnie pedagogowie mają za zadanie nie materializm, lecz sprawy oświatowe i wychowawcze. Przez samodzielność wdrożoną w młodym wieku, zdobywa młodzież pewność siebie. Wszak będzie decydować o rozbudowie kraju, jak tego wymaga obecny ustrój państwa”. Prace „sekcji robót” Drzewiecki podsumował „Obejmuje introligatornię (w tym roku w mniejszym rozwoju niż dawniej ze względu na skróconą liczbę godzin na roboty ręczne) i fryzjernię”. Kasa oszczędnościowa w szkole powszechnej w osadzie „wprowadzona w 1927 rozwija się i posiada członków z oddziałów klas IV-V-V-VII”. Co do pozyskiwania skromnych funduszy przez szkolne społeczności; oprócz szkolnych sklepików zainteresowaniem cieszyły się szkolne zabawy. Jedną z takich zabaw urządzono 21 stycznia 1928 roku „której dochód przeznaczony jest na szkołę w Modliborzycach. Rozplanowanie zajęć: bufet obejmuje pan Osiński z czego opłaci orkiestrę. Sprzedażą biletów wejściowych zajmie się pan Torla, a dekoracją Sali pani Waszczukowa”. Jak widać zupełnie wówczas nie przejmowano się fiskusem i opodatkowaniem zysku, który przeznaczano „na zakup nowych woluminów do szkolnej biblioteki (…) nowoczesnych ciekawych pomocy naukowych”.

Kadra pedagogiczna, jak zresztą we wszystkich szkołach powiatu janowskiego, mocno włączyła się w organizację życia i pracy lokalnej społeczności. „Nauczycielstwo tut. Szkoły brało udział w pracach: Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej, Straży Pożarnej, Kasie Stefczyka, Kółku Teatralnym, Konferencjach rejonowych, Chórze i wszelkiego rodzaju imprezach i uroczystościach o charakterze kulturalno oświatowym”. W działalności Straży Pożarnej szczególnie udzielał się Hieronim Maciurzyński, który został pierwszym zastępowym i organizatorem działających do dziś Młodzieżowych Drużyn Pożarniczych. Zupełnie dziś zapomnianym jest fakt, że w styczniu 1928 do dyrektora szkoły w Modliborzycach „wpłynęło zarządzenie Ministerstwa: w sprawie pogadanek o bezpieczeństwie i tworzeniu wśród uczniów młodzieżowych drużyn ogniowych obok działających drużyn OSP”. Pierwsza Drużyna Ogniowa Młodych oficjalnie powstała w Modliborzycach latem 1928 roku. Natomiast w pracy kulturalno oświatowej wyróżniał się Stanisława Torla, który  „pięknie śpiewał i potrafił grać na różnych instrumentach”. Pan Torla w maju 1929 roku w obecności Inspektora Szkolnego przeprowadził pokazową lekcję śpiewu, „ukazał rolę muzyki i śpiewu w kształtowaniu postaw młodzieży, otrzymał pochwałę Inspektora i wyróżnienie za kształtowanie postaw patriotycznych”.

Zainteresowaniem w całym powiecie janowskim cieszyła się akcja uczczenia „Dziesięciolecia Polski”, której realizację przedstawił Edward Drzewiecki. „Dla uczczenia 10 lecia Niepodległości Polski władze naszego miasteczka uroczyście zorganizowały sadzenie żywopłotu przy szkole. Zakupiły dęby i modrzewie, które sadzono w częściach osady i przy drogach i przekazały 100 złotych na budowę szkoły”. W roku 1928 „młodzież szkolna wraz z nauczycielami zorganizowała szereg inscenizacji, deklamacji wierszy. Chór nauczycielski wykonał okolicznościowe pieśni patriotyczne i religijne”. Sceną dla zebranej publiczności bywał „plac przy szkolny, rynek” w przypadku okolicznych szkół adaptowano gospodarskie stodoły, place przed kościołami. Jak w każdym przypadku dwudziestolecia zapał, zaangażowanie uczniów i nauczycieli wszystko to nadrabiało brak środków finansowych, infrastruktury. Zapewne to było najważniejszą przyczyną sukcesu tworzenia szkolnictwa w małych miejscowościach. Przypomnijmy; budowano je od podstaw, zabiegając o poparcie i zrozumienie wśród wiejskich społeczności. Dekadę pracy szkół w gminach Modliborzyce i Potok wymownie podsumował Edward Drzewiecki: „Mimo nie domagań szkoły tutejsze w pracy swej nie zatrzymały się, lecz stale czynią wysiłki by w miarę posiadanych sił odpowiednio odpowiadać postawionym jej wymogom”. Stwierdzeniem podsumowano pierwsze 10 lat pracy oświatowej, ale jest aktualne po dzień dzisiejszy.

Zakończenie

Kwerenda wielu stron dokumentacji dawnych szkół, zapisów konferencji naukowych, rad pedagogicznych z daje pewne wyobrażenie o pracy placówek oświatowych sprzed wieku.

Z jednej strony świat niewyobrażalnego dzisiaj niedostatku; materialnych braków wszystkiego co obecnie jest  niekwestionowanym minimum egzystencji placówek oświatowych. Jako żywo trudno dziś zrozumieć konieczność organizowania opału przez uczniów, brak ławek, sanitariatów, bieżącej wody, czy pracę w grupach liczących po 50 i więcej uczniów zgromadzonych w ciasnej sali lekcyjnej. Różnic w pracy szkolnictwa jest więcej: z dziewięciu istniejących sto lat temu szkół w gminie Modliborzyce, pracuje dziś trzy. Liczba uczniów pobierających naukę w tych placówkach też może być przedmiotem szerszej dyskusji. To wszystko czyni szkolnictwo sprzed lat zupełnie innym niż obecnie. Z drugiej strony organizacja pracy dawnej szkoły powszechnej jest dziś podobna. W latach 1922- 1928 zalecane było nauczanie blokowe, aktywizacja uczniów, współpraca z instytucjami, środowiskiem lokalnym i rodzicami uczniów, szkolenia dla pracowników oświaty. Wszystkie te działania są w pełni aktualne i realizowane w oświacie po dzień dzisiejszy. Nie można pominąć, że w czasie pierwszej dekady pracy szkolnictwa ustalono wiele zasad działania szkół w skali ogólnopolskiej, jak też lokalnej. Ustalono optymalny czas rozpoczynania zajęć lekcyjnych, stworzono zastępy Młodzieżowych Drużyn Pożarniczych, kładziono nacisk na przeprowadzenie, poza programem nauczania, lekcji- pogadanek o zasadach bezpieczeństwa. Dziwić może, że mimo skromnych nakładów finansowych, pierwsze dziesięciolecie funkcjonowania szkolnictwa w II Rzeczypospolitej okazało się czasem ważnym dla funkcjonowania oświaty przez kolejne dekady. Zapewne można to wytłumaczyć zapałem i zaangażowaniem osób tworzących oświatę w tym czasie.

Na gruncie lokalnym nie przetrwał bodaj żaden budynek pełniący wówczas rolę placówki oświatowej. Niewiele pozostało materialnych pamiątek z tamtych lat, mimo to dawne nauczanie przez wiele lat stawiano za wzór. Prowadzący go nauczyciele (chociaż nazwiska wielu z nich uległy zapomnieniu) stali się legendami środowiska lokalnego. Historia szkół i ich pracy sprzed stu lat pobudza wyobraźnię, ale trzeba zaznaczyć, że w wielu przypadkach praca dydaktyczna dawnych szkół mocno przypomina współczesność.

M.Mazur 
 
 


[1] Stan Szkolnictwa Powszechnego w grudniu 1917 na terytorjum byłych jeneralnych gubernatorstw: Warszawskiego i Lubelskiego, Wydział Statystycznego Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, Warszawa 1919, s.10

[2] Akta Inspektoratu Szkolnego w Janowie Lubelskim. Dokumentacja kadrowa lat 1918 -1922, nie numerowana i nie zarchiwizowana

[3] Tamże

[4] Tamże

[5] Akta Inspektoratu Szkolnego w Janowie Lubelskim. Dokumentacja lat 1922-1926

[6] Inspektorat Szkolny w Janowie Lubelskim, Sprawozdania miesięczne gmin Modliborzyce, Brzozówka, Kawęczyn, Kosin, Godziszów, Potok, Zakrzówek za lata 1921-29. Tego typu wyjaśnienie wysokiej absencji uczniów w szkołach wiejskich można znaleźć we wszystkich sprawozdaniach szkół wiejskich powiatu janowskiego.

[7] A. Chwalba, Festung Krakau. Kraków w cieniu twierdzy, Wydawnictwo Literackie 2022  s.137.

[8] Tego typu stwierdzenia zapisano też w zachowanych kronikach szkolnych

[9] Inspektorat Szkolny w Janowie Lubelskim, Protokół z konferencji rejonowej odbytej 14 września 1925 roku.

[10] W .Dzikiewicz, Wspomnienia nauczyciela z Żyrardowa (1862- 1940). Społecznika o patrioty z przełomu XIX i XX w., Warszawa-Żyrardów 2006, s.127.

[11] Dekret o kształceniu nauczycieli szkół powszechnych w Państwie Polskim, „Dziennik Praw Państwa Polskiego” 1919, nr.14, poz.185.

[12] Według badań Wandy Blumental opublikowanych w 1929 na łamach Warszawskiego Czasopisma Lekarskiego to właśnie gruźlica była przyczyną ponad połowy zgonów wśród nauczycieli. Dane statystyczne opublikowane przez Związek Nauczycielstwa Polskiego.

[13] Polska Gazeta Lekarska, Lwów 1922-1923.

[14] Inspektorat Szkolny w Janowie Lubelskim…

[15] Jan Pietras, niepublikowane Pamiętniki będące w posiadaniu rodziny

[16] K. Bielawny, Człowieczy los. Wspomnienia księdza Józefa Sikory (1907-1989). Warmińskie Wydawnictwo Diecezjalne 1970

[17] Archiwum Państwowe w Lublinie, Urząd Wojewódzki Lubelski, Wydział Pracy, Oświaty Opieki i Zdrowia syg. 313, 447, 802.

[18] Tamże,

[19] Inspektorat Szkolny w Janowie Lubelskim, Protokół z konferencji odbytej 28 września 1923 roku

[20] Tamże,

[21] Inspektorat Szkolny…, akta i protokoły rad pedagogicznych i konferencji odbytych w szkołach powiatu janowskiego z lat 1922-1929

[22] Tamże

[23] Tamże

[24] Od lipca 1922 roku parafia Wierzchowiska została erygowana przez biskupa Mariana Leona Fulmana.

[25] Kronika Szkoły w Wierzchowiskach. W Inspektoracie Szkolnym w Janowie nie zachował się dokument potwierdzający to przekształcenie. Jednak protokoły rad pedagogicznych z 1923-24 roku potwierdzają działalność czteroklasowej szkoły, w której pracuje 4 nauczycieli.

[26] P. Gołdyn, Życie codzienne nauczycieli w II Rzeczypospolitej, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2024

[27] W pierwszych latach II Rzeczypospolitej zamknięto małe szkoły w Pasiece, w Węgliskach,  Antolinie.

[28] Inspektorat szkolny…, Protokoły z konferencji i rad pedagogicznych 1928-1932.

[29] H. Wiercieński, Szkolnictwo elementarne w gub. Lubelskiej w chwili obecnej. Lublin 1913

[30] Do Inspektora Szkolnego w Janowie, Kierownictwo 7-mio klasowej Publicznej Szkoły Powszechnej w Modliborzycach. Powiat Janów Lub. L.181, Modliborzyce 18 września 1928.

[31] Stan Szkolnictwa Powszechnego w grudniu 1917…  s.11

[32] Inspektorat Szkolny…. Pismo do Inspektora Szkolnego z 17 października 1922. Wacław Koszałka podobną opinię zapisał w Kronice Szkoły w Wierzchowiskach.

[33] Inspektorat Szkolny w Janowie Lubelskim, Protokoły z konferencji z 14 września 1924 w gminie Modliborzyce i z 24 września 1924 w gminie Brzozówka.

[34] Tamże, Odpis Protokołu z posiedzenia siedmioklasowej Rady Pedagogicznej z 28 stycznia 1928.

[35] Inspektorat Szkolny… Sprawozdanie miesięczne ze szkół gminy Modliborzyce za miesiąc wrzesień 1927, Sprawozdanie sporządzone przez nauczyciela delegowane E. Drzewieckiego w dniu 20 października 1927

[36] Tamże

[37] W tekście ograniczono się do podania kilku wybranych gmin ówczesnego, dużo rozleglejszego niż obecnie, powiatu janowskiego.

[38] Inspektorat Szkolny… Konferencja w Modliborzycach z 28 maja 1928, przewodniczący Edmund Drzewiecki

[39] Inspektorat Szkolny…, zalecenia i akta wynajmu sal lekcyjnych dla siedmioklasowej szkoły we wsi  Stróża gmina Brzozówka z 1927 roku.

[40] Tamże, Do Pana Inspektora Szkolnego w Janowie Lubelskim, Modliborzyce 30 czerwca 1929.

[41] Tamże

[42] Inspektorat Szkolny… Protokół z posiedzenia Rady Pedagogicznej w Modliborzycach z 19 stycznia 1928, Modliborzyce 19 stycznia 1928

[43] P. Gołdyn, Życie codzienne nauczycieli w II Rzeczypospolitej, s.130.

[44] Inspektorat Szkolny…, Protokół z konferencji odbytej 6 października 1926 roku

[45] Tamże

[46] Z. Landau, J. Tomaszewski, Gospodarka Polski międzywojennej, T. III, 1930-1935, Książka i Wiedza 1982.

[47] SZKOŁA POLSKA, DWUTYGODNIK PEDAGOGICZNY wydawany staraniem nauczycielstwa Polskiego I Oddziału w Lublinie s.26, Lublin1918, s.26

[48] Tamże

[49] Stan Szkolnictwa Powszechnego w grudniu 1917 na terytorjum byłych jeneralnych gubernatorstw: Warszawskiego i Lubelskiego, Wydział Statystycznego Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, Warszawa 1919, s.10

[50] SZKOŁA POLSKA…, s.26

[51] S. Janeczek, Fragmenty wspomnień z pracy nauczycielskiej w szkole podstawowej w Kozienicach w latach 1926- 1956, red,. J. Boryczko, Kozienice 2021

[52] D. Wośko, Wspomnienia Dominika Wośki- nauczyciela z Urzędowa, Urzędów 2021.

[53] Tamże,

[54] T. Skrzyński, Walka z inflacją w Polsce w latach 1918-1927. Rola Władysława Grabskiego, „Zeszyty Naukowe Akademii Ekonomicznej w Krakowie” nr.733, 2007.

[55] Archiwum Państwowe Lublin, Rząd Gubernialny Lubelski, Akta Dyrekcji Szkolnej Chełmskiej sygn. 1306

[56] D.  Wośko, Wspomnienia Dominika Wośki- nauczyciela z Urzędowa…

[57] Inspektorat Szkolny…, Protokół z konferencji odbytej dnia 14 września 1925 roku

[58] Tamże…, Protokół z konferencji odbytej 3 marca 1927

[59] Inspektorat Szkolny… Protokół z 28 listopada 1925, Protokół z 15 września 1926.

[60] Tamże, Protokoły z Konferencji i Rad Pedagogicznych za lata 1925-1926.

[61] Tamże, Protokół z  konferencji z 4 grudnia 1926

[62] Tamże, Protokół z Konferencji w Modliborzycach z 5 marca 1927.

[63] Inspektorat Szkolny…, Protokół z konferencji odbytej dnia 14 września 1925 roku

[64] Tamże, Protokół z konferencji rejonowej z 5 marca 1927.

[65] Tamże, Protokół z konferencji rejonowej w Modliborzycach z 8 czerwca 1927 roku.

[66] Tamże, Protokół z konferencji rejonowej dnia 16 kwietnia 1929

[67] Wspomnienia syna Stefana Chrzanowskiego

[68] Inspektorat Szkolny…, Protokoły z rad pedagogicznych odbytych dnia 16 października 1927,  6 czerwca 1928

[69] Tamże, Protokół nr.24 z zebrania Rady Pedagogicznej z dnia 14 września 1928 s.1

[70] Tamże s.2

[71] Tamże, Do Inspektora Szkolnego w Janowie Lubelskim, Modliborzyce 30 czerwca 1929

[72] Tamże, Protokół z posiedzenia Rady Pedagogicznej 7 klasowej szkoły powszechnej w Modliborzycach, 19 stycznia 1928

Biblioteka w liczbach

1886
Czytelnicy
3
Liczba filii
Książki w bibliotece
34824
Książek w bibliotece